Deser prosto z sycylii: arancini dolci - KUKBUK

Deser prosto z sycylii: arancini dolci

Sycylijskie kuleczki w wersji na słodko wypełnione są czekoladą.
Bartek Kieżun

Bartek Kieżun

Krakowski Makaroniarz
Bartek Kieżun, z wykształcenia antropolog kultury, z zamiłowania kucharz. Miłośnik książek, nie tylko kulinarnych. Publikuje w magazynie KUKBUK, stale współpracuje z Radiem Kraków. Jako kucharz gotuje, karmi, prowadzi warsztaty, organizuje wyjątkowe kolacje degustacyjne oraz sędziuje na konkursach kulinarnych i pisze książkę o włoskich kulinariach.

slodkie arancini kukbuk

Choć to dziwne, zaczęło się od przeciągu. To on naprowadził mnie na arancini.

Pamiętam doskonale, kiedy w Scicli niespodziewanie trafiłem do baru – albo sklepu – w którym można było kupić arancini. Mimo późnej pory upał był okrutny. Muchy krążyły wokół wiszącej na środku lampy, a najlepszym określeniem na ich powolny taniec było powiedzenie, że ruszają się jak muchy w smole. Samo miejsce z ryżowymi kulkami nie było niczym dziwnym, wszak to południowy specjał, jego obecność na Sycylii była zupełnie naturalna. Jednak osobliwość tego lokalu polegała na tym, że nie było w nim nic oprócz arancini. No, może jeszcze lodówka z colą i piwem, dwa krzesła i jeden stolik pamiętający czasy włoskiego cudu gospodarczego – ale poza tym już naprawdę nic. Arancini zaś były okrągłe, o korzeniach palermskich, i stożkowate, opracowane w Mesynie. Podział na kształty był najmniej ważny.

Liczyły się smaki i nadzienia, a tych było mnóstwo. Kupiłem, ile się dało, a dało się sporo, bo byliśmy we trójkę. Wróciliśmy do domu z wielkim pudłem i zjedliśmy ogromną kolację, popijając ją sycylijskim czerwonym winem.

Ostatnio dowiedziałem się, że coś mnie ominęło. Marco Sferlazzo z winnicy Porta del Vento, kiedy odwiedził Kraków, opowiadał mi o specjałach z okolic Palermo. Wystarczyło kilka słów o czarnym arancini, barwionym atramentem z mątwy, z nadzieniem z ryb, by się kulinarnie rozmarzyć. Narobił mi Marco smaka – nie da się ukryć!

 

Jak na złość ominęły mnie też różnego rodzaju słodkie arancini, na przykład nadziewane czekoladą albo ricottą, albo kandyzowaną skórką pomarańczową – dlatego powoli dochodzę do wniosku, że czas wrócić na Sycylię.

slodkie arancini kukbuk

A słodkie arancini, nadziewane czekoladą, usmażyłem sobie sam, korzystając z okolicznościowego upału o sycylijsko-afrykańskiej proweniencji.

slodkie arancini kukbuk

Arancini dolci

8-10 sztuk k n

Mleko zagotowujemy z liśćmi kafiru i cukrem z wanilią. Na patelni rozpuszczamy masło i przesmażamy ryż. Kiedy się zeszkli, wlewamy marsalę i mieszamy. Gdy odparuje, wlewamy mleko – powoli, partiami, tak aby ryż je wchłaniał i aby nie przerywać wrzenia na patelni. Kiedy ryż będzie miękki, wsypujemy cukier, wyciągamy liście kafiru i dokładamy na patelnię skórkę z cytryny. Mieszamy dokładnie i odstawiamy do wystudzenia. Ryż na tym etapie powinien być lepki i gęsty i przypominać bardzo zwarte risotto.

 

Czekoladę siekamy na niewielkie kawałki. Z mąki i wody robimy pastellę, czyli bardzo rzadkie ciasto.

 

Kiedy ryż ostygnie, nabieramy z patelni niedużą garstkę i układamy na dłoni. Tworzymy z niego nieckę, którą wypełniamy czekoladą i przykrywamy drugą garstką. Formujemy delikatnie kulkę. I tak sztuka po sztuce, aż ryż się skończy. Arancini delikatnie, ale dokładnie zanurzamy w cieście i od razu panierujemy w bułce tartej. Smażymy na złoto na głębokim tłuszczu. Na koniec obtaczamy w cukrze!

 

Dzięki letnim przeciągom wietrzymy mieszkanie i czujemy się jak na Sycylii. Może tylko przydałaby się jeszcze jakaś mucha pod lampą, żeby się kręciła… jak mucha w smole!

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: