Chałka - KUKBUK

Chałka

Jak szabas to i chałka. No to będzie chała – pomyślałem.
Bartek Kieżun

Bartek Kieżun

Krakowski Makaroniarz
Bartek Kieżun, z wykształcenia antropolog kultury, z zamiłowania kucharz. Miłośnik książek, nie tylko kulinarnych. Publikuje w magazynie KUKBUK, stale współpracuje z Radiem Kraków. Jako kucharz gotuje, karmi, prowadzi warsztaty, organizuje wyjątkowe kolacje degustacyjne oraz sędziuje na konkursach kulinarnych i pisze książkę o włoskich kulinariach.

chalka malka kafka warsztaty kukbuk

Malka Kafka ma w sobie coś z greckich bogów. Ma z tych bogów nawet dość sporo. Inaczej nie da się wyjaśnić tego, że z potwornego chaosu jaki tworzyła w Hamsie nasza czterdziestoosobowa grupa, udało się jej wykreować „coś”. 

Myślę też, że zaraz po czterodniowych warsztatach, które odbyły się w ramach Festiwalu Kultury Żydowskiej, Malka musiała wyjechać na tygodniowy urlop i odpocząć. Dobrze, że przynajmniej z satysfakcją, że się udało. Cel był ambitny: w pigułce przedstawić zróżnicowanie żydowskiej kuchni. Zrobiliśmy szabes pierwszego dnia, drugiego poznaliśmy kuchnię Żydów bucharskich (dzisiejszy Tadżykistan, Uzbekistan i okolice – nie, nie żaden wstyd, że tego nie wiecie, ja też nie wiedziałem, wcale nie byłem taki mądry, wiem to od tygodnia) potem byli Żydzi niemieccy i na koniec wycieczka do Izraela. Kulinarna, nie dosłowna. I tak od śledzia i ziemniaka dotarliśmy do kolendry, od kminku do kuminu, wznosiliśmy toasty i  przemierzaliśmy tereny całego świata. A ja pokonałem swoja kolejną kulinarną traumę. Jako dziecię w kolebce zamiast łeb urywać Hydrze zabrałem się za ciasto drożdżowe. Nie mając pojęcia najmniejszego jak je zrobić. Nie wiem co strzeliło mi do łba, bo jakoś nigdy za ciastem drożdżowym nie przepadałem, ale postanowiłem się nauczyć, sam w dodatku. Wyszedł kapeć. Bez kształtu ciasta i bez smaku ciasta. Może to mieć związek z tym, że użyłem miksera, ale nie będę się upierał. Od tamtej pory za drożdże nie chwytałem z przekonaniem, że po co to robić skoro: a) nie lubię, b) nie umiem.

A tu Malka wyjeżdża z chałką.

Rozejrzałem się po twarzach dookoła. W naszej grupie wyrażały one tylko i wyłącznie niepewność i strach. To będzie podwójna chała. I niewiele się pomyliłem.

 

To będzie podwójna chała. I niewiele się pomyliłem. Po pięciu minutach Malka zajrzała do naszej miski i odtąd jej twarz również nie wyrażała już nic innego oprócz przerażenia. Pobiegła po wodę. Trochę dolała, kazała szybko wtłoczyć wodę w ciasto i rzekła: Uratujemy je!

Ehe, pewnie – pomyślałem. Jedocześnie zaś zapamiętując, że czasem mniej to więcej. Przykryliśmy ciasto i odstawiliśmy do wyrośnięcia. I… i wyrosło! Pierwsza ławka, w której gotowały kujony była wyraźnie rozczarowana, nasza ostatnia, ośla aż się chwiała z zachwytu. Ha! Chciały być Pupilkami Naszej Pani (pamiętacie Mikołajka?), a wyszło trochę inaczej. Ostatni będą pierwszymi (pamiętacie Biblię?). A pierwsi ostatnimi. Taki jest właśnie los kulinarnych kujonów. No dobra, tak szczerze to im też wyrosło. No i zaczęliśmy zwijać swoje warkocze. Potem chałki, jeszcze całkiem surowe rękoma wolontariuszek, które miały cierpliwości więcej niż ktokolwiek kogo znam, zawędrowały do pieca.

A my czekaliśmy w niepokoju. Nie wiem jakich mocy użyła w tym czasie Malka, jakie zaklęcia rzucała, ale gdy chałki wyszły z pieca, też rękoma wolontariuszek, okazało się, że wszystkie wyglądają bosko. A że każdy do swojej przyczepił coś by ją rozpoznać, to teraz każdy wpatrywał się w swoją chałkę jak Bóg dnia siódmego na świat. Myślę też, że to wtedy po raz pierwszy w mojej głowie pojawiło się pytanie, czy Malka aby nie ma w sobie czegoś z greckich Bogów. Bo z takiego chaosu…

Po trzech dniach powtórzyłem chałkę w domu! I tym razem mimo nieobecności Malki chałka wyszła idealna. Złota, lekko słodka, boska.

chalka malka kafka kukbuk
chalka malka kafka kukbuk
chalka malka kafka kukbuk
chalka malka kafka kukbuk
chalka malka kafka kukbuk
chalka malka kafka kukbuk
chalka malka kafka kukbuk
chalka malka kafka kukbuk
chalka malka kafka kukbuk
chalka malka kafka kukbuk
chalka malka kafka kukbuk
chalka malka kafka kukbuk
chalka kukbuk malka kafka
chalka kukbuk malka kafka
chalka kukbuk malka kafka
chalka kukbuk malka kafka
chalka kukbuk malka kafka
chalka kukbuk malka kafka
chalka kukbuk malka kafka
chalka kukbuk
chalka kukbuk
chalka malka kafka kukbuk

Chałka

1 bochenek j

Drożdże i cukier rozpuszczamy w szklance ciepłej wody. Do dużej miski przesiewamy mąkę z solą. Wbijamy do niej jajko, dodajemy olej i drożdże. Mieszamy dokładnie i zagniatamy ciasto przez około dziesięć minut, aż będzie zupełnie gładkie. Ciasto pozostawiamy w misce, przykrywamy lnianą ścierką i odstawiam na godzinę do wyrośnięcia. Po godzinie odkrywamy i uderzamy w nie pięścią, by opadło. Dzielimy na dwie części, a każdą z tych dwóch na kolejne trzy. Z powstałych części formujemy wałeczki, z których zaplatamy dwie chałki.

Wierzchy chałek smarujemy żółtkiem jaja roztrzepanym z wodą i posypujemy sezamem lub cukrem. Pieczemy w 175 stopniach około 25 minut.

Zajadając pyszną chałkę można pozastanawiać się nad tym, jak to się stało, że czasem potrzeba aż Malki Kafki, by człowiek przestał bać się drożdży. Chociaż jak pomyślę, to nie trzeba się nad tym zastanawiać. Przecież ma w sobie coś z greckich bogów, a bogowie mogą więcej.

 

Bartka Kieżuna.

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: