Cantuccini al gorgonzola - KUKBUK

Cantuccini al gorgonzola

Myśl o niedopuszczonej do kuchni gorgonzoli nie dawała mi spokoju równie mocno jak myśl o hrabinie. Otóż okazało się, że jest idealny sposób na ten ser – ciastka.
Bartek Kieżun

Bartek Kieżun

Krakowski Makaroniarz
Mentalny Włoch uwięziony w Polsce. Współtwórca nieistniejącego już kultowego baru Miejsce na krakowskim Kazimierzu oraz wciąż prężnie działającego sklepu pod tą samą nazwą z kolorowym designem lat 50., 60. i 70.

Gorgonzola nigdy nie była na mojej liście najlepszych serów. Jakoś nie było mi z nią po drodze. Aż tu nagle wskoczyła na podium i do tego rozpycha się łokciami. A wszystko za sprawą ciastek… Droga do nich to była droga przez mękę. Kluski ziemniaczane zatopione w roztopionej gorgonzoli, mimo pięknie brzmiącej nazwy gnocchi al gorgonzola, to danie ciężkie, mało finezyjne, a do tego do bólu banalne. W serze, który swoją nazwę zawdzięcza miasteczku koło Mediolanu, można też utopić kurczaka i udawać, że to wyrafinowane. Mnie jednak nadal ciągnie brakiem pomysłu na obiad. Łączenie gruszek i gorgonzoli z orzechami włoskimi – lepiej, muszę przyznać, ale to połączenie sprawdzone i trudno poczuć w tym powiew oryginalności.


I tak sobie leżała gorgonzola na sklepowej półce, a ja się zastanawiałem, kiedy nasze drogi się zejdą.


 

Zastanawiałem się też w rzymskich delikatesach – koniec tegorocznych podróży do Italii wypadł nam właśnie w Rzymie. Do głowy nic mi nie przyszło, bo podniecony byłem nie lada. Historia zaczęła się na Kapitolu. Joanna, która poniekąd była prowodyrką wyjazdu, kiedy przemykaliśmy ze wzgórza ku kolumnie Trajana, powiedziała: „Czytałam książkę o Toskanii, bardzo bogata hrabina miała sprzedać dom pewnej Amerykance, ale czekała na znak od losu. No i nic się nie działo…”. „Co to za książka?”, burknąłem tylko, byłem bowiem zajęty myśleniem o tym, jak uniknąć ostrzału ptasiej artylerii. Zmierzchało właśnie i stada szpaków, kołując nad naszymi głowami w liczbie przewyższającej milion, szukały miejsca na nocleg w sosnach u stóp Kapitolu.


„I wtedy gołąb ubrudził Amerykankę (Joanna zawsze starannie dobiera słowa, a pytania chyba nie usłyszała), a hrabina zakrzyknęła: »To znak, to znak!« – i sprzedała Amerykance willę w Toskanii za bezcen!”, Joanna zakończyła historię optymistyczną puentą. W tym momencie spadła na mnie pierwsza szczęśliwa wróżba, prosto od szpaka numer jeden. „To teraz muszę poszukać hrabiny!”, powiedziałem, wycierając kurtkę chusteczką.


 

Nie skończyłem jeszcze zdania, gdy spadła na mnie druga szczęśliwa wróżba, od innej zapewne ptaszyny. Rozmarzyłem się jeszcze bardziej, mimo to przyspieszyłem i złorzeczyłem, delikatnie mówiąc, rzymskim szpakom. W delikatesach zaś, stojąc nad gorgonzolą, doszedłem do wniosku, że muszę rozpocząć poszukiwania contessy z willą na zbyciu za bezcen. Jeśli ktoś ma jakieś namiary – czekam. Nie musi to być willa w Rzymie, ale dobrze by było, gdyby stała w środkowej Italii, bo miałbym wszędzie blisko.

 

Myśl o niedopuszczonej do kuchni gorgonzoli nie dawała mi spokoju równie mocno jak myśl o hrabinie. Otóż okazało się, że jest idealny sposób na ten ser. Trzeba upiec z nim ciastka, które są z lekka słone, delikatnie słodkie, pyszne po prostu – i nawet orzechy w niczym nie przeszkadzają. Włosi pieką je przed Bożym Narodzeniem, bo są idealne na świąteczny prezent i roboty przy nich niewiele.

 

– Bartek

Cantuccini al gorgonzola

3 bochenki j

Myśl o niedopuszczonej do kuchni gorgonzoli nie dawała mi spokoju równie mocno jak myśl o hrabinie. Otóż okazało się, że jest idealny sposób na ten ser – ciastka.

Wszystkie składniki oprócz orzechów umieszczamy w misce i zagniatamy. Z ciasta formujemy kulę. Dodajemy orzechy. Zagniatamy drugi raz, krótko, tak by orzechy połączyły się z ciastem. Dzielimy je na trzy części. Z każdej formujemy mały, podłużny bochenek. Układamy bochenki obok siebie na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Wstawiamy do nagrzanego do 180 stopni piekarnika. Po upływie około 20 minut bochenki powinny zrobić się delikatnie złote. Wyciągamy je i kroimy na kromki. Wysypujemy ponownie na blachę i suszymy cantuccini w 160 stopniach przez 20 minut. Po 10 minutach dobrze jest zmienić ich pozycję, by wysuszyły się równomiernie z każdej strony.

 

Można je przechowywać w metalowych puszkach, ale sądzę, że to zbędna informacja, bo i tak znikną, nim pojawi się jakakolwiek myśl o ich przechowywaniu!

© KUKBUK 2017