Buccellato - KUKBUK

Buccellato

Przysłowie mówi, że kto był w Lukce, a nie jadł buccellato – ten nigdy tam nie był!
Bartek Kieżun

Bartek Kieżun

Krakowski Makaroniarz
Mentalny Włoch uwięziony w Polsce. Współtwórca nieistniejącego już kultowego baru Miejsce na krakowskim Kazimierzu oraz wciąż prężnie działającego sklepu pod tą samą nazwą z kolorowym designem lat 50., 60. i 70.

ciasto buccellato kukbuk

O istnieniu buccellato dowiedziałem się jakiś rok temu. Ale jak to ze mną bywa: jednym uchem wpadło, drugim wypadło. Jednak bliżej nie sprecyzowane informacje gdzieś tam, głęboko w głowie zostały, bo kiedy jechaliśmy do Lukki jakaś nieokreślona myśl nie dawała mi spokoju. Coś powinienem, coś muszę…

Kiedy już wędrowaliśmy w kierunku katedry, której sześć czy siedem lat temu nie udało nam się zobaczyć myśl była coraz bardziej natrętna. Kiedy dotarliśmy na Piazza San Michele al Foro powiedziałem: Stop! To gdzieś tu! I zacząłem się rozglądać, pierzeja po pierzei wypatrywałem czegoś, nie wiedząc nawet czego. Kiedy w zasięgu mojego wzroku pojawiła się Pasticceria Taddeucci już wiedziałem. Z uśmiechem i satysfakcją oznajmiłem wszem i wobec: – Buccellato, chodzi o buccellato!

wlochy kukbuk

Założona w 1881 roku cukiernia Taddeucci słynie z przygotowywania tegoż właśnie przysmaku. Plotka głosi nawet, że robią to najlepiej w Lukce, czyli na świecie, bo gdzie indziej buccellato się nie robi wcale, bo wynalazek to toskański, ściśle z Lukką związany.

Przepis jak to w Italii ma mnóstwo lat i wersji. Wszystko zaczęło się już w czasach Cesarstwa Rzymskiego. Buccellatum – to był po prostu żołnierski chleb. Przez stulecia przepis ewoluował i już w średniowieczu pieczywo stało się słodkie i uwielbiane przez mieszkańców całej prowincji na tyle, że dziś jest codziennym ciastkiem jedzonym na mnóstwo sposobów.

Kiedy jest absolutnie świeże, wystarczy kieliszek Vin Santo, nieco później można je zjeść ze śmietaną i z truskawkami, a jeszcze później można buccellato grillować i podawać jako grzanki!

Zakupiony bochenek sprzedawczyni, będąca pewnie praprawnuczką założycieli zapakowała nam w piękny papier, obwiązała sznureczkiem i na podbój Lukki udaliśmy się zaopatrzeni w suchy prowiant niczym żołnierze Cesarstwa, pamiętając o tym spełniliśmy warunek konieczny pobytu.

– Bartek

Buccellato

1 bochenek j

Przysłowie mówi, że kto był w Lukce, a nie jadł buccellato – ten nigdy tam nie był!

Pięćdziesiąt mililitrów wina podgrzewamy do około 40 stopni, mieszamy z miodem i dodajemy drożdże. Dokładnie mieszamy i odstawiamy, by ruszyły. Mąkę przesiewamy do miski, dodajemy cukier puder, anyż i jajko oraz dwie łyżki oliwy. Wlewamy drożdże z miodem i zagniatamy ciasto. Gdyby było za suche dodajemy białe wino. Po mniej więcej 5 minutach dodajemy rodzynki i pozostałe bakalie (jeśli macie ochotę, bo w przepisach ich nie ma, ale w buccellato z Taddeucci były, więc ja dodaję!) i zagniatamy jeszcze przez chwilę. Tak przygotowane ciasto polewamy delikatnie oliwą i wkładamy do naoliwionej miski, by wyrosło. Po dwóch godzinach formujemy długi walec, którego końce łączymy ze sobą. Układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i odstawiamy w ciepłe miejsce, by rosło ponownie, tym razem tylko przez półtorej godziny. Pieczemy w 180 stopniach około 40 minut. Ciasto będzie gotowe, gdy ściemnieje. Przed pieczeniem pamiętamy koniecznie, by posmarować je rozkłóconym z mlekiem i cukrem jajkiem, by pięknie błyszczało.

© KUKBUK 2017