Borlengo - włoskie naleśniki - KUKBUK

Borlengo – włoskie naleśniki

Co jeść podczas karnawału? Włoskie naleśniki! Najlepiej smakują z aromatycznymi ziołami, czosnkiem i tartym parmezanem.

Bartek Kieżun

Bartek Kieżun

Bartek Kieżun

Krakowski Makaroniarz
Bartek Kieżun, z wykształcenia antropolog kultury, z zamiłowania kucharz. Miłośnik książek, nie tylko kulinarnych. Publikuje w magazynie KUKBUK, stale współpracuje z Radiem Kraków. Jako kucharz gotuje, karmi, prowadzi warsztaty, organizuje wyjątkowe kolacje degustacyjne oraz sędziuje na konkursach kulinarnych i pisze książkę o włoskich kulinariach.

borlengo_wloskie_nalesniki KUKBUK

Passeggiata to włoski rytuał. Popołudniowy spacer zazwyczaj odbywa się, co zrozumiałe, w najatrakcyjniejszych częściach miasta. Jest pretekstem do spotkań, podziwiania architektury i rozmów. Oraz do jedzenia. Odkryliśmy to ostatnio podczas wyprawy do Włoch. Ale po kolei…

Najspokojniej na świecie podziwialiśmy katedrę w Modenie. Z lekkim co prawda zgrzytaniem zębami, bo cała (prawie cała) była w rusztowaniach, podobnie zresztą jak katedra w Parmie. Cały wyjazd upływał nam właściwie na podziwianiu rusztowań. Italia bywa nieprzyjazna turystom poza sezonem. A że gapienie się na rusztowania nie może trwać wiecznie, rzuciliśmy okiem na plac przed katedrą. Coś nas zaniepokoiło. Ruch pieszy odbywał się tylko w jednym kierunku. Niespiesznie, powoli nawet, ale bardzo konsekwentnie. Rodziny z dziećmi, grupy przyjaciół, nawet gołębie. Postanowiliśmy sprawdzić dokąd zmierzają. Co ukazało się naszym oczom dwie ulice dalej? Plac miejski, na nim stargany, a na straganach regionalne przysmaki. Sery, wina, oliwy. I kolejki. Dzień wcześniej widzieliśmy podobne targowisko w Parmie. Równie licznie stawili się tam mieszkańcy. Ten parmeński był z ducha ponad regionalny. Liguryjczycy handlowali oliwą, mieli nawet novello. Serowarzy z Doliny Aosty częstowali fontiną. Najgłośniejsi byli Apulijczycy z oliwkami. Toskańczycy zawalili stoły kiełbasami z dzika. Kupiliśmy ser i oliwki i wcinaliśmy siedząc na kościelnych schodach. Czekaliśmy, by móc bez rytualnych przeszkód podziwiać freski Parmigianina. Na targu w Modenie wraz z autochtonami rozkoszowaliśmy się produktami z okolic.

Było parmigiano-reggiano – jak mawiają ci z Parmy, bo ci z Reggio mówią o nim reggiano-parmigiano.

Było lambrusco, którego kiedyś nie znosiłem. Jak się domyślacie, już uwielbiam. I była też najdłuższa kolejka świata. Do stoiska, na którym smażyło się placki podobne do naleśników. Trzej panowie uwijali się jak w ukropie nad sześcioma patelniami, a my dostaliśmy karteczkę z numerem 81 i krótką informację: trzeba czekać. Wyczytywali właśnie numer 64.

borlengo_wloskie_nalesniki KUKBUK
borlengo_wloskie_nalesniki KUKBUK
borlengo_wloskie_nalesniki KUKBUK
borlengo_wloskie_nalesniki KUKBUK
borlengo_wloskie_nalesniki KUKBUK
borlengo_wloskie_nalesniki KUKBUK
borlengo_wloskie_nalesniki KUKBUK
borlengo_wloskie_nalesniki KUKBUK
borlengo_wloskie_nalesniki KUKBUK
borlengo_wloskie_nalesniki KUKBUK
borlengo_wloskie_nalesniki KUKBUK
borlengo_wloskie_nalesniki KUKBUK
borlengo_wloskie_nalesniki KUKBUK
borlengo_wloskie_nalesniki KUKBUK
borlengo_wloskie_nalesniki KUKBUK

Borlengo – włoskie naleśniki

4 porcje j

Smażymy placki z ciasta. Nie przejmujcie się tym, że będzie bardzo wodniste. Placki mają być bardzo cienkie i chrupiące, dlatego smażymy je na sporym ogniu. Na drugiej patelni wysmażamy posiekane lardo. Do roztopionego tłuszczu dorzucamy drobno pokrojony czosnek i rozmaryn. Gdy czosnek zacznie się złocić, przerywamy podgrzewanie. Taką omastą smarujemy solidnie naleśnik, posypujemy go grubo tartym serem. Zawijamy w kopertę i czujemy się jak Modeńczycy na niedzielnej passeggiacie. Zjadamy szybko, póki gorące. Popijamy lambrusco. Myślę, że przygotowanie borlengo w domu od początku do końca, potrwa mniej więcej tyle, ile oczekiwanie, by numer z 64 zmienił się na 81 na placu przed synagogą w niedzielne marcowe popołudnie w Modenie. Borlengo można jeść też na słodko, z konfiturami lub miodem. Albo z nutellą. Smacznego! p.s. Parma zachwyciła nas nie tylko architekturą i kulinariami. W Camera di San Paolo, benedyktyńskim klasztorze, Przemek jęknął i prawie przyklęknął na widok krzeseł z lat sześćdziesiątych. Powinniśmy zabrać je do Miejsca – powiedział i zapłakał nad losem krzeseł uwięzionych w barokowym opactwie.

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: