Bonet - boski włoski deser - KUKBUK

Bonet – boski włoski deser

Bonet wygląda bosko i tak też smakuje. A robi się go przed posiłkiem, bo potrzebuje czasu, aby wystygnąć.
Bartek Kieżun

Bartek Kieżun

Krakowski Makaroniarz
Mentalny Włoch uwięziony w Polsce. Współtwórca nieistniejącego już kultowego baru Miejsce na krakowskim Kazimierzu oraz wciąż prężnie działającego sklepu pod tą samą nazwą z kolorowym designem lat 50., 60. i 70.

bonet kukbuk

O 4.48 nie miałem żadnej psychozy, po prostu zadzwonił budzik. Pół mnie pomyślało: śpij, po co wstawać, jest sobota, warsztaty nie zając. Drugie pół zdecydowanie silniejsze od pierwszego wypchnęło mnie z łóżka, pognało do łazienki i szorując zęby, powtarzało jak zaklęcia: saltimbocca, cacio e pepe, risotto, radicchio, bonet… Czterdzieści minut później, połączyłem połówki w całość i wsadziłem w samochód. Już w całości pognałem do Cook Up’u na kolejne spotkanie z Kuchnią Dantego.

Po drodze zastanawiałem się czy od razu powiedzieć prowadzącym, że jeśli moje zachowanie podchodzi już pod molestowanie to niech dadzą znać. Bo wiecie pojawiam się na każdych warsztatach, które prowadzą.


Jednak na mój widok zareagowali zdecydowanie z większym opanowaniem niż Michael Douglas na widok Glenn Close pod koniec „Fatalnego zauroczenia”.


 

Pewnie dlatego, że byli delikatnie spóźnieni. Tak czy siak od razu przeszli do rzeczy. Zaczynamy od deseru! Ktoś wie co to jest Bagna Maria? Ty na pewno wiesz! – Alfredo wycelował we mnie palcem. Pewnie, że wiem: łazienka Marii, ale co to ma do rzeczy – tyle zdążyłem pomyśleć, nim rozległo się gdzieś za moimi plecami: kąpiel wodna. Phi, przemądrzalec – pomyślałem – nie musiał wstawać o świcie. No właśnie, kąpiel wodna, Bagna Maria, deser będzie w wodnej kąpieliGesu Christo. Zwolnijmy. Co się dzieje? Ja naprawdę krótko spałem. Bonet to deser włoski, więc nic o nim pewnego nie wiadomo, to znaczy wiadomo jak go zrobić, ale już dlaczego się tak nazywa niekoniecznie. Może chodzić o kształt miedzianego naczynia, w którym bonet przygotowywano. Albo o czapkę kucharza. Albo o kapelusz, bo kapelusz ubiera się na głowę, po zakończeniu posiłku, przed wyjściem. A deser też je się na koniec posiłku, przed wyjściem. No chyba, że deser je się w domu. Niezależnie od tego wszystkiego bonet smakuje bosko.

Bonet

6 porcji j n

Bonet wygląda bosko i tak też smakuje. A robi się go przed posiłkiem, bo potrzebuje czasu, aby wystygnąć.

Żółtka ucieramy ze 100 g cukru. W malakserze rozbijamy amaretti na proch. Do pogniecionych ciasteczek dodajemy kakao. Dokładnie mieszamy. Do kremu z żółtek wlewamy rum i mleko, i dosypujemy zmiksowane z kakao amaretti. Konsystencja będzie bardzo płynna, ale się tym nie przejmujemy ma taka być. Pozostałe 50 gram cukru rozpuszczamy na patelni, robiąc karmel. Dna dwóch keksówek wylewamy powstałym karmelem, tak aby przykrył całe dno. Gdy karmel zastygnie, czyli w zasadzie od razu, wlewamy do foremek ciasto. Keksówki wstawiamy do większego naczynia wypełnionego wodą, tak aby zakrywała ona 2/3 foremki. W tak przygotowanej kąpieli wodnej vel łazience Marysi pieczemy bonet około 50 minut. Ciasto będzie gotowe, gdy zacznie odchodzić od ścianek. Wyjmujemy z piekarnika, zostawiamy do całkowitego wystygnięcia już poza wodną kąpielą. Gdy wystygnie odwracamy formę nad odpowiednim talerzem. Ciasto idealnie wysunie się z formy. Można je udekorować amaretti. Ten pyszny piemoncki deser nakładamy w nieco mniejszych kawałkach dla bliźnich, troszkę większy zostawiając dla siebie. W decydującym momencie twierdzimy, że to absolutny przypadek. Zamykamy się w sobie i zjadamy nie zważając na docinki. Ja zajadając bonet usiłowałem rozwiązać dylemat północ czy południe? Bo uwielbiam włoskie południe, za jedzenie, hałas i chaos. I północ coraz bardziej też, za jedzenie, hałas i trochę mniejszy chaos dla odmiany. I chyba, po kolejnej kulinarnej wyprawie na północ, za Beatą Kozidrak muszę stwierdzić: teraz serca mam dwa. I żołądki chyba też! Żeby się północ i południe zmieściły!

© KUKBUK 2017