W drogę! - KUKBUK

W drogę!

Tym razem to nie ja, ale kierowcy wielkich aut ruszają w trasę. Zarobkowa podróż polskimi drogami z konieczności staje się podróżą kulinarną, naznaczoną wymaganymi regulaminem, samopoczuciem kręgosłupa i pomrukami głodu przerwami.
Agata Wojda

Agata Wojda

Kuchnię zamiata
Czterokrotna zdobywczyni Bib Gourmand Michelin, felietonistka KUKBUK-a, najlepsza szefowa kuchni według żółtego przewodnika Gault & Millau.

Agata Wojda KUKBUK
Agata Wojda KUKBUK

To nie dla nas przydrożny napis świeżonka (świeżynka) z cebulowym aromatem zasmażonych wspólnie wątroby, podgardla i skrawków karkówki z niedawno ubitej świni. To dla kierowców mrugają lampkami drewniane baraki i karczmy przydrożne, otoczone wielkimi niczym rozlewiska parkingami. Zasada numer jeden biznesu: zapewnić dość miejsca dla aut, a potem nakarmić ich właścicieli świeżo, sowicie, swojsko i rozsądnie w kosztach.

Trzask, zamykają się drzwi gabloty i kulinarny recenzent rusza na obiadowy posiłek. Jeśli lokal zda egzamin należycie, wówczas pojawią się inni, poinformowani wykrzyczanym w CB Radio marketingiem.

Pełna rekomendacja zawiera numer drogi, kierunek, kilometr na trasie, nazwę lokalu i kilka słów o pozytywach lub szczegółach menu („schabowy jak kołpak”). Po sensacjach żołądkowych lokal jest spalony. Plusem jest obsługa damska oparta biustem o blat, z szerokim uśmiechem i skora do rozmowy, domowe zestawy z gwarancją klasyków takich jak żur lub flaki.

Sztućce powinny być metalowe, porcje duże, a czas wydawania  – z lekkim ociąganiem, gwarantującym, że kotlet grubości pierwszego tomu przygód Harry’ego Pottera złocił się jeszcze przed chwilą na smalcu.

Kawa gratis i dodatkowa, zapasteryzowana w słoiku zupa na wynos. Nie zawsze jest tak, że postój wypada w gastronomicznej okolicy. Utyka się w niekończącej kolejce albo nocuje na poboczach autostrady i czyta lub pisze swe żale i wnioski do innych. Wtedy trzeba gotować sobie samemu albo polować na domowe wiktuały zabrane w trasę przez kumpli. Internetowe fora dla kierowców pełne są rad na najlepszą lodówkę do samochodu. Podczas ich lektury można trafić  na propozycje erotycznej wyprawy w nieznane, ale i na patenty związane z bezpiecznym gotowaniem.

Jajka na jajecznicę wytrzymają 3 tygodnie w niechłodzonym pudełeczku, jeśli tylko uprzednio zanurzymy je na sekundę w osolonym wrzątku. Napój w upale nie straci ochłody jeśli owinie się go ręcznikiem frotte. Przypalony w trasie garnek odpuści po 12 godzinach, zalany słoną wodą i potem uczciwie zagotowany. Przykry zapach z termosu wyciągnie wrzucona do środka cukrowa kostka. Uniknąć kaca u kierowcy pomoże woda z cytryną, wychylona na dwie godziny przed planem picia oraz mocno otłuszczone danie.

Na niepokój i strach warto jeść banany. Ryba szybciej rozmrozi się w trasie po zalaniu mlekiem lub wodą mineralną. Nóż naostrzysz o polny kamień, krawężnik parkingowy i i opuszczoną szybę. W 30 minut można mieć „spaghetti Pologniese” z makaronowych kolanek, gotowego słoika z meksykańskim sosem i kiełbasek surowych z opakowania.

Tyle również zajmie „zasmażanka Babci Zosi”, w składnikach niczym carbonara, tost w rozmąconym jajku z parówką i serkiem topionym a także szybkie leniwe z sera ukręconego z mąka ziemniaczaną i pszenną. Tzatzyki miesza się w słoiku, młodą kukurydzę podkrada z pola, wędzonego węgorza przewozi po zalaniu gorącą octową zalewą, a wędzonego kurczaka podaje w towarzystwie bobu z rosołem. Kierowcy wekują, pasteryzują, podbijają kalorie, kombinują na szybkie skróty i minimalizują. Z opakowań szpilką spuszczają powietrze, z rosołowych kostek i zup w proszku tworzą powielane po całym świecie kulinarne hity. I marzą, że jak wrócą do domu, to będzie czekał na nich schabowy „wielki jak kołpak” z mizerią i placek ze śliwkami.

Szerokiej smacznej drogi!

Pozwoliłam sobie popodglądać stronę: www.kuchnia kierowcy.pl

Agata Wojda KUKBUK

Zupa z pieczonych warzyw na grillu – na rano

Danie, które najlepiej smakuje o poranku, na biwaku podczas długiej podróży.

Sycąca zupa, idealna, gdy można ją zrobić w kociołku wsadzonym w ognisko. Pomysł na frajdę z jedzenia drugiego dnia i poprawienie samopoczucia.

Cebulę, paprykę, chorizo kroimy w grube kawałki i wrzucamy do żeliwnego garnka. Dorzucamy ziemniaki pokrojone w cienkie talarki, kurczaka, ostrą papryczkę i zdjęte z kukurydzy ziarna. Dorzucamy skrzydełka, czosnek w całości. Zalewamy bulionem, przykrywamy i wstawiamy do nagrzanego do 190C piekarnika lub w ognisko (można tez ustawić na gazie). Po 20 minutach dorzucamy pomidory pokrojone w kawałki, solimy i wlewamy sok. Zostawiamy naczynie odkryte i gotujemy kolejne 25 minut. Dorzucamy plastry cukinii, posypujemy solidną porcją tartego sera i dokręcamy pieprzu. Serwujemy z kawałkami grzanek zalanymi zupą, a potem posypane ziarnami świeżego kopru.

  • Kry Cha

    Uwielbiam czytać Twoje felietony 🙂 z tirowcami przebyłam za młodu tysiące kilometrów w charakterze autostopowiczki i o ich zwyczajach można by napisać niejedną magisterkę. Za to kulinarnie podbili mnie kompletnie kierowcy – bracia w Kaszmirze, na koszmarnej Karakorum Highway, co to highway ma tylko w nazwie. Upichcili kozę w tak piekielnie ostrym chilli, że rozwiało się ryzyko żołądkowych sensacji na dwa tygodnie wprzód. I zjedliśmy ją pod podwoziem ciężarówki, bo tylko tam był cień. Ooo, zebrało się na wspomnienia….tirów czar 🙂

  • Klara Holubiec

    Nie raz widywałam na parkingach przyautostradowych polskich kierowców pichcących na turystycznych kuchenkach przy swoich tirach. I oto dałaś mi wgląd w zawartość ich garnków i talerzy. Dziękuję!

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: