Sylwester Wojdy - KUKBUK

Sylwester Wojdy

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.
Agata Wojda

Agata Wojda

Kuchnię zamiata
Czterokrotna zdobywczyni Bib Gourmand Michelin, felietonistka KUKBUK-a, najlepsza szefowa kuchni według żółtego przewodnika Gault & Millau.

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Rozgrzewamy piekarnik do maksymalnej temperatury. We wszystkie pomarańcze wbijamy goździki i pieczemy przeciągniętą godzinę. Solidnie ma się opalić. Z cukru i wody przygotowujemy na małym ogniu syrop, redukując płyn razem z mace (lub gałką muszkatołową), imbirem, cynamonem i zielem angielskim. O połowę i na gęsto. Zagrzewamy czerwone wino, dodajemy ten przyprawowy syrop i zagotowujemy. Ciepłym zalewamy pomarańcze i zostawiamy w okolicach kaloryfera na bardzo długo. Oficjalnie na dobę. U nas – by zdążyć – na noc. Następnego dnia wyciskamy z owoców cały sok. I przelewamy przez drobne sitko do nowego garnka. Aromat przypraw jest wystarczający. Wino przepuszczamy przez sitko do tego samego naczynia co sok. Dodajemy porto, podgrzewamy i dopełniamy kawałkami cytryny krojonej ze skórą. Idealny po noworocznych życzeniach składanych na mrozie, ale i pod pasztetu kawałek albo pieczystego. Pieczenie pomarańczy z goździkami jest dla smaku kluczowe. Do siego zatem!

Agata Wojda

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Schab gotowany, wystudzony i w wersji tonnato

5 porcji d

Nie szukajcie mnie pod maską wenecką ani w ogonie tanecznego węża. Sugeruję zajrzeć do pokoju i pod koc. Przebudzę się na toast i podsumowanie ilości petard chwilę przed północą. I zagapię na oświetlane błyskami jeziorko. Kiedyś wyjadę na noworoczny kicz do Paryża lub Wiednia. Za góry dziękuję. Tam już piłam. Chyba najbardziej lubię nazbierać na ten dzień dobrego jedzenia i kilka niepowtarzalnych butelek.

Wodę wlewamy do garnka, dodajemy sól i wszystkie przyprawy, zagotowujemy i zostawiamy do wystygnięcia. Do zimnej zalewy wkładamy oczyszczony schab, doprowadzamy do wrzenia i przez 5 minut, w pełnym zanurzeniu i z intensywnym bulgotaniem, gotujemy. Zdejmujemy, odstawiamy na całą noc. Rano ponownie doprowadzamy do wrzenia i znów 5 minut solidnie gotujemy. Nie przekraczajcie czasu! Bo uda wam się ugotować… suchy schab. Zakręcamy gaz, studzimy mięso w płynie, wyjmujemy i trzymamy w folii aluminiowej. Cieniutko na chleb, a ja w sos!

 

Sos robię ostrzejszy. Na minimalnej ilości tłuszczu podsmażam malutką, posiekaną drobno cebulkę, na szklisto. Dodaję łyżkę marynowanych kaparów i 4 fileciki anchois. Klasyczną puszkę tuńczyka w oleju i w dużym kawałku odcedzam. Dodaję do niego 5 łyżek majonezu, zawartość patelni i rozdrabniam blenderem. Niekoniecznie dokładnie. Doprawiam sokiem z cytryny, białym pieprzem i – jeśli trzeba – solą. Na najcieńsze plastry schabu wykładam czubatą łyżkę sosu, dorzucam kilka małych liści sałaty rzymskiej, kaparów, cienkich krążków czerwonej cebuli. Schab kroję w plastry prawie przeźroczyste.

Piekliśmy już bażanta, jedliśmy mule, sushi, meksykańskie dipy, tajskie zupy, suflety czekoladowe, sery w dużym wyborze, tapas i kawior na blinach. Po nim krótka drzemka lub czat z takimi jak ja. O trendach na rynku wrocławskim, o modzie w Krakowie i czy będzie Maryla w Warszawie. Kto młodszy, kto marznie, kto umie śpiewać, kto głupsze wymyśla swawole. Po północy kilka wypowiedzianych z przejęciem życzeń z pracujących do czerwoności telefonicznych centrali. I sen. I byle wolne następnego dnia było, bo muszę ustalić noworoczny plan, nim zaszumi, przeleci i nastanie maj.


Bywał sylwestrowy wieczór w kinie, trafił się kulig i taneczny raut, był wodospad ze ściany i dwóch panów jedynie w gaciach na szelkach, nie licząc torby z narzędziami i auta. Trafiło mi się wybłagać jedzenie na wynos w tajskiej budce, a i odgrzać mrożoną pizzę w mikrofali.


Tym razem otaczam się kulinarnym kinem i talerzem na wysunięcie palca. Schab zorganizował tata, płynące ciastko ku chwale dawnej francuskiej restauracji wykonam ja, a Dickens podrzuci „dymowego biskupa” na wzmocnionym czerwonym winie, pieczonych pomarańczach i imbirze. A kto lubi, niech skacze z balonem u błyszczącej brokatem szyi i leczy kaca. Na tajsko, kwaśno, burgerem, żurem lub wodą z przerębla.

 

– Agata

kukbuk sylwester przekaski agata wojda

Poncz Dickensa z „Opowieści wigilijnej”

4 porcje k