Suwalskie okonie w marynacie à la bałtycki śledź po ojcowsku - KUKBUK

Suwalskie okonie w marynacie à la bałtycki śledź po ojcowsku

Mam wakacje i wyjeżdżam nad morza. Zaczynam od krajowego z którego zamierzam wyciągnąć trochę jodu i melancholii, a kończę egejskim, które ze mnie następnie wyciągnie trochę potu i kalorii. Znowu porzucam gotowanie i liczę na talent innych.
Agata Wojda

Agata Wojda

Kuchnię zamiata
Czterokrotna zdobywczyni Bib Gourmand Michelin, felietonistka KUKBUK-a, najlepsza szefowa kuchni według żółtego przewodnika Gault & Millau.

kukbuk okonie_w_marynacie2

Trójmiasto i Bałtyk mam już za sobą. Przepraszam się ze śniadaniem i szukam zaskakujących past z wędzonej makreli (nie ma), kanapek z dzikim łososiem (równie nie bardzo), lub porannych bufetów (hotelowe owszem są, ale takich niczym żoliborski Targ Śniadaniowy nie znajduję). Zatem zjadam omlet na spółkę z wróblami, parówkę i truskawkowy dżem z kartonika. Nuda.

Warszawskie otumanienie namawia mnie do złego, któremu ulegam i tu… zamawiam burgera. Skoro nie udało mi się wystać buły z nadwiślańskiego trucka w poprzednią niedzielę, zrobię to w Gdyni, a potem zjem już naprawdę rybę. Jestem w burgerowni za wcześnie, ale miły pan załatwia mi spod lady tamtejszego klasyka – skoro przyjechałam aż z Warszawy. Poproszę krwisty. Strasznie niezręcznie być ofiarą własnej decyzji.

Zwariowałam, żeby jeść surowe mięso w bułce przed 9.00.

Zaciągam się na statek do Jastarni. Suchy ląd witam w porcie rybackim. Stoją kutry z namalowaną flagą unijną i pokazują figę palcami (też ładnie z ich strony, że to tylko figa). Można sobie takim kutrem wycieczkę po zatoce zrobić. W dodatku z muzyką na żywo. Ciekawe, czy zagadać o rybę można.

Miasteczko otoczone smażalniami, domki rybackie pozasłaniane goframi, a tuż u bram kościoła niebieskie i zielone lody z automatu. Proboszcz najwyraźniej próbuje młodych parafian czymś zachęcić. I tylko plaża wycisza moje myśli. Przepiękna i prawdziwa. Zapominam się i zjadam frytki, podwójne. Początkowo żałuję, że nie pizzę. Wygląda jak prawdziwa. Przez kolejne dni pobytu nad morzem jem: krem z karczocha i żołądkami gęsimi, grasicę ze szparagami i kurką, ciasto francuskie z serem brie i jabłkiem w curry, tartaletkę z kozim serem i kiełbasą żywiecką, tartę cytrynową z malinami oraz pad thai z kurczakiem. I już sama nie wiem, czy ze mną jest coś nie tak, czy boję się ryby nad morzem.

PS  Gdyby nie Artur Moroz z Bulaja i jego karcące spojrzenie, zabrnęłabym dalej w swojej głupocie. Dzięki niemu zjadłam wreszcie świetną flądrę i śledzia. Tylko gofrów nadmorskich zapomniałam znów spróbować!

kukbuk okonie_w_marynacie2

Suwalskie okonie w marynacie à la bałtycki śledź po ojcowsku

6 porcji c

Mam wakacje i wyjeżdżam nad morza. Zaczynam od krajowego z którego zamierzam wyciągnąć trochę jodu i melancholii, a kończę egejskim, które ze mnie następnie wyciągnie trochę potu i kalorii. Znowu porzucam gotowanie i liczę na talent innych.

Zaczynamy jednocześnie od smażenia ryb i szykowania marynaty. Rozgrzewamy olej słonecznikowy na patelni, solimy ryby i obtaczamy je w mące. Nadmiar strącamy. Smażymy ryby na złoto z dwóch stron, powoli i na małym ogniu, aż się przyrumienią. W garnuszku zagrzewamy 2 łyżki oleju lnianego i wrzucamy na 2 minuty pokrojoną cebulę w krążki. Dodajemy marchewkę w patyczkach lub cienkich płatkach, pokrojony czosnek, ziarna gorczycy, liście laurowe i ziele. Dolewamy ocet i tyle wody (odmierzając łyżkami), aby ostrość octu nam odpowiadała. Nie lubię ustalonych proporcji w marynacie, bo jest to rzecz gustu – po prostu powinna nam smakować. Ja zmieszałam 7 łyżek octu i 10 łyżek przegotowanej wody z solidną porcją soli i cukru. Zalewę chwilę odparowujemy. Kiedy lekko przestygnie, zalewamy nią usmażone ryby ułożone w głębokim naczyniu. Danie podajemy z plastrami lekko ciepłych ziemniaków, łódkami przyrumienionej słodkiej cebulki, siekanym ogórkiem kiszonym i koprem. Kocham takie ryby jeść, gdy już najadłam się tych świeżych.

© KUKBUK 2017