Flan - KUKBUK

Flan

Kremowy, muślinowy obłoczek – oto przepis na deser rodem ze słonecznej Hiszpanii.
Agata Wojda

Agata Wojda

Kuchnię zamiata
Czterokrotna zdobywczyni Bib Gourmand Michelin, felietonistka KUKBUK-a, najlepsza szefowa kuchni według żółtego przewodnika Gault & Millau.

FLAN KUKBUK

Zdecydowanie nie zarwałabym wieczoru, gdybym nie natknęła się przypadkiem na wiersz o zupie pho autorstwa Kelly Morse. Zamarłam nad 35 wersami i zamieszczoną pod utworem notką poetki wyjaśniającą, co konkretnie miała na myśli. Znak czasu: popularność zupy pho i odwieczna zasada analizowania poezji. Kelly jest w Hanoi, gdzie 80% straganów serwuje jedną koncepcję smaku, doprowadzoną do ideału, i przez cały dzień zaspokaja nią apetyt krążących dookoła ludzi. Do napisania wiersza zainspirowała ją zupa zamawiana zawsze u tej samej rodziny.

 

Podglądała zasady jej komponowania i sposób prawidłowego jedzenia, a potem we własnym kraju, z tęsknoty, napisała wiersz. I jak się okazało przez resztę wieczoru – nie ona jedna. Jarosław Iwaszkiewicz też. W przypadku tego poety inspiracją była pozostała po zmarłej prababce książka kucharska. Nie ma pod utworem żadnej adnotacji objaśniającej czytelnikowi, czym były rosoliny po lwowsku, orzechy smażone na szczęście, jak smakował sorbet różany rungurski lub sakramenckie baby od panien Berdyczowskich. Mógłby również wyjaśnić, jak prać blądyny (pisownia oryginalna) i usztywniać koronki.

 

Wojciech Młynarski jest zdecydowanie bardziej konkretny w poradach, gdy wyjaśnia rymem, jak w przypadku melancholii lub innej niedyspozycji psychicznej ugotować ratunkowy żur.

 


W utworze „Obiad rodzinny” przybliża sylwetkę wuja Leona notorycznie dławiącego się ością, dziadka z orderem podjadającego własne wąsy i ciotkę posypującą serem każde danie niedzielnego obiadu.


 

„Sielska atmosfera, gdzie starsi znad talerzy do młodzieży szczerze szczerzą się”.

 

Włodzimierza Patuszyńskiego inspirują najsłynniejsze pyzy z bazaru Różyckiego. Te sprzedawane zza podrabianych jeansów, weselnych wianków i kanciasto skrojonych marynarek. Popijane piwkiem z warszawskiego browaru lub podwójnym łykiem z piersiówki. Niejaki Hilary u Natana Tenenbauma zakupił kulinarną książkę, przejrzał ją i wpadł w szał warzenia zupy jarzynowej i gulaszu na najlepszej wieprzowinie z krztyną rzeżuchy. Zatraciwszy się w aromatach, zapomniał zaprosić gości i idealnie powtórzone danie musiał zjeść sam.

 


Biesiadujący samotnie smakosz w wierszu Władysława Syrokomli zasnął teoretycznie na wieki po śniadaniu z udem baranim i 200 kołdunami, lecz zbudził go głos Boga wzywający na gotową pieczeń wołową.


 

„Gdy proszą do stołu, nikt szybciej niż Bogna do jadła nie pogna”. Tak u Bohdana Butenki niejaka Bogna traciła zmysły przy stole na widok kawioru z amurów, michy bigosu, stosu kotletów, chałw, serów i kremów.

 

Wisława Szymborska i Pablo Neruda rozkochali się w cebuli, sławiąc jej ukryty środek, zmienność barw, wpływ na pomidora i sałatę, wzbudzanie łez bez smutku i płaczu bez zmartwień.

 

Andrzej Waligórski przedstawił dzieje Polski, podążając za zapachem kuchennym, i zdradził kulisy romansu krupniku z zupą w Dreptakowej chałupie.

 

Trafiłam również na wiersz o dwóch panach, co nabrali ochoty na tosty z zepsutego opiekacza, na historię miłości znad przepoławianej kapusty, na opis sklepu rybnego strofami i na przemyślenia nad duszą owczego sera w dojrzewalni. Imponujący jest nurt wierszy o rozmowach z kelnerami (Julian Przyboś), beznadziei i monotonii przy porannej kawy (genialny „Schyłek miłości” Jacques’a Préverta i „Kawa” Ogdena Nasha w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka), erotyzmie w lodach i czekoladzie (Stanisław Grochowiak).

 


Spodobał mi się węgierski wiersz o tym, jak T.S. Eliot odcedzał makaron amerykańskim cedzakiem znad Morza Sargassowego.


 

 

Zaintrygował też Józef Ratajczak w „Przyjęciu po polsku” rozmową z rosołem i ze śniętymi dorszami i Ernest Bryll bigosem narodowym, „co ciężkie sny przynosi…”. Po takiej poetyckiej uczcie pojęłam siłę inspiracji wietnamską zupą pho z Hanoi. Na zgodę fragment wiersza kochającej słodycze Anny Holli i flan.

 

„Nie ten jest piękny i gładki, kto zjada ostatki.

Tylko ten, kto je pomadki i wszelkie czekoladki”.

FLAN KUKBUK

Flan

4 porcje k a

Na patelni podgrzewamy cukier. Wlewamy wodę i pozostawiamy na ogniu do momentu, gdy masa zmieni się w gęsty, złoty karmel. Natychmiast przelewamy go na dno jednorazowych żaroodpornych foremek. Mleko skondensowane i mleko kokosowe podgrzewamy w garnuszku z dodatkiem przekrojonej na pół laski wanilii i z wyjętymi z niej ostrzem nożyka ziarnami. Z jajek, żółtek i cukru ukręcamy kogel-mogel. Łączymy go z gorącym mlekiem, przelewamy przez drobne sitko i wlewamy do naczyń z zastygniętym karmelem. Nagrzewamy piekarnik do 160 stopni. Ustawiamy foremki w kąpieli wodnej, w większym naczyniu, i wlewamy wodę tak, aby były w połowie zanurzone. Pieczemy 50-60 minut. Studzimy i chowamy na noc do lodówki. Schłodzone wykładamy na talerz, obracając naczynia do góry dnem.

 

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: