Przepis na prosty deser: rolada czekoladowa z owocami - KUKBUK

Przepis na prosty deser: rolada czekoladowa z owocami

Rolada, czy w dzisiejszych czasach to jeszcze wypada? Tak, pod warunkiem że to przepis Agaty Wojdy.
Agata Wojda

Agata Wojda

Kuchnię zamiata
Czterokrotna zdobywczyni Bib Gourmand Michelin, felietonistka KUKBUK-a, najlepsza szefowa kuchni według żółtego przewodnika Gault & Millau.

kukbuk ROLADA CZEKOLADOWA Z OWOCAMI1

Sezon wakacyjny sprzyja czytaniu banialuk w pozycji leżakowej. Zatem najpierw parę mniej lub bardziej zaskakujących informacji o fruktach, a pod koniec – z nimi, a jakże – czekoladowa rolada.

 

Pierwszym Europejczykiem, który zjadł ananasa, był Krzysztof Kolumb i być może przez to hiszpańskojęzyczna część świata tytułuje ten owoc „piña”. Zauważywszy kształt, Kolumb doznał skojarzenia z szyszką drzewa piniowego i taką nazwę przekazał rodakom.

 

Najlepsze szyszki rosną na Hawajach. Karaibscy plantatorzy nazywają je „ana-ana”, co oznacza zapach zapachów. Pierwsze skojarzenie pachnie mieszanką wielu aromatów – melona, poziomki, maliny i jabłka. Podjadając kawałek, miejcie z tyłu głowy, że przez wieki był to owoc iście królewski. Pierwszy został wyhodowany na dworze księżnej Cleveland, przeszedł jako cenny dar dla Karola II, a i kroniki Ludwika XIV odnotowały pierwszego ananasa wyrosłego we Francji. Kto czytał w papierowym wydaniu KUKBUK-a o królewskim ogrodniku z Luwru La Quintinie, ten być może się domyśla, że to on odważnie posadził pierwszy krzak.

 


Niezręcznie podważać podwaliny wiary chrześcijańskiej, ale być może niekoniecznie jabłkiem, a bananem wymachiwała Ewa Adamowi przed oczami. On też w liściu bananowca paradował po raju – ów wygięty prawidłowo według norm europejskich owoc zwany był w Indiach rajskim owocem poznania i mądrości.


 

Przeżuwając kęsy banana, kontemplowano i wyczekiwano na wewnętrzny spokój i wzrost intelektu. Mieszkańcy Afryki kojarzyli ten żółty owoc zdecydowanie z palcem i poza nim potrafili docenić i przyrządzać kwiatostany oraz młode liście. Po pierwsze, to całkiem mocny afrodyzjak, po drugie, pomaga płodności, a po trzecie, to hormon radości i urody życia.

 

Po bananowej teorii dziejów czas na pigwową. Bladozłota pigwa zamieszała w głowie Ewy, Afrodyty i Wenus. Ojczyzną tego owocu jest Kreta („jabłko z Kydonii”). Do Polski trafił w torbach Ormian, nazywano go gdula. Pigwę wypadało podać w trakcie wesela nowożeńcom, by przestać się zamartwiać, czy sprostają wieczornemu zadaniu.

 


Pozostajemy w erotycznych klimatach i dochodzimy do brzoskwini. Co tu mamić umysły, że to owoc jak każdy inny. Już w średniowieczu za jego pomocą zielarz Albertus pomagał potrzebującym przedłużyć stosunek płciowy.


 

W tabelach z afrodyzjakami zajmuje miejsce medalowe z racji budzenia u cierpiących mężczyzn ewidentną namiętność. Kiwi takimi osiągami nie może się pochwalić, może jedynie dać w słońcu cień i ochłodę. Owoc z żywopłotów, chińskie winogrono, dopiero stosunkowo niedawno, bo 50 lat temu, oficjalnie nazwane jak nowozelandzki ptak przez firmę, która sprowadzała je do Europy. Skuteczne jedynie w walce z grypą.

 


Najstarszym owocem świata jest chyba mango. Rośnie, gdy ma ochotę, niezbyt obficie i nieregularnie.


 

Osoby z tendencją do alergii szczypie w wargi, a w Indiach wzbudza respekt. To kolejny owoc bogów. Skoro oni mogą mieć owoc, to i Stanisław August może. Ten rozsmakował się w śliwkach węgierkach tak, że królewski ogrodnik opanował metodę przechowywania ich przez cały rok bez uszczerbku formy i koloru. Król musiał mieć zapewniony całoroczny do nich dostęp, bo były niczym nagły telefon odebrany w czasie zebrania. Dzwoni i przepraszasz, ale musisz nagle wyjść. Otóż godzinę po obiedzie pokojowy lokaj wnosił królowi trzy węgierki. Znak dla gości, że najwyższy czas się pożegnać.

 

Ostatni owoc to aprikoza, czyli marunka lub morela. Ta zjechała do nas z Chin, aczkolwiek z arabską klątwą. Szalenie w niedobrym tonie było przebywanie z tym owocem – przeklętym, trującym i rozwalającym wątrobę, do tego mającym w pestkach nadmiar kwasu solnego.

 

A najwięcej witaminy mają polskie maliny. Oto rolada, która przez odpowiednie zaserwowanie nabiera królewskiej klasy.

Rolada czekoladowa z owocami

1 ciasto n

Rolada, czy w dzisiejszych czasach to jeszcze wypada? Tak, pod warunkiem że to przepis Agaty Wojdy.

Piekarnik nagrzewamy do 170 stopni. Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej i lekko studzimy. Oddzielamy białka od żółtek. Białka ubijamy na sztywno, żółtka ukręcamy do białości z cukrem pudrem. Do żółtek wlewamy czekoladę, a po delikatnym wmieszaniu dokładamy białkową pianę. Prostokątną blaszkę wykładamy papierem do pieczenia, smarujemy go odrobiną tłuszczu. Rozprowadzamy na dnie centymetrową warstwę ciasta i pieczemy, aż urośnie (maksymalnie 20 minut). Studzimy. Z jogurtu i miodu ukręcamy krem. Część rozsmarowujemy na cieście, resztę chowamy do lodówki, by stężała. Na jogurt rozsmarowany na cieście nakładamy część owoców (truskawki kroimy w plastry), resztę pozostawiamy do podania. Chwytamy dłuższy bok i zwijamy w roladę razem z papierem, tak aby przykrywał ciasto, lekko go dociskamy. Odstawiamy do lodówki, najlepiej na noc. Przygotowujemy dodatki do podania. Czekoladę rozpuszczamy na parze ze śmietaną i z miodem. Studzimy. Na patelnię wysypujemy cukier, dodajemy wodę i cassis. Wrzucamy pozostałe owoce i chwilę trzymamy na ogniu, aby zapachniało malinami. Serwujemy plaster rolady z łyżką czekoladowego dodatku, czubatą łyżką owoców na ciepło i porcją schłodzonego kremu jogurtowego.

© KUKBUK 2017