Pasta z fasoli, palonego bakłażana i oliwek - KUKBUK

Pasta z fasoli, palonego bakłażana i oliwek

Agata Wojda serwuje przekąskę na upały - kremową pastę do rozsmarowania na grzankach w porze sjesty.
Agata Wojda

Agata Wojda

Kuchnię zamiata
Czterokrotna zdobywczyni Bib Gourmand Michelin, felietonistka KUKBUK-a, najlepsza szefowa kuchni według żółtego przewodnika Gault & Millau.

agata wojda pasta z fasoli kukbuk

Bywa, że męczy was myśl, po jakie licho tak wielu Polaków musi co roku poleżeć na plaży we Władysławowie? Tyle ciekawszych miejsc na świecie, a tu tłok niebywały, kolejkowy sznur po zapiekankę nigdy się nie kurczy, piwo ciepłe i chleb ciągle droższy niż wypada. W jakiejś mierze jesteśmy uzależnieni od takich wakacji, bo na nich wyrastaliśmy, raz do roku zaliczając dwa tygodnie w drewnianych domkach w Jastarni. Możemy zobaczyć i zjeść porcję pięknego świata, ale dopiero przy kuflu i frytkach na tacce powiemy: „To jest to!”.

Agata Wojda w hiszpanii kukbuk

Mimo że od dawna termometr wskazuje w słońcu 30 stopni Celsjusza, Costa Blanca dopiero w tym tygodniu leniwie rozpoczyna sezon turystyczny wbijaniem słomianych parasoli w piach. Parki wodne i wesołe miasteczko jeszcze nie ruszyły. Po uściskach na plaży i rytuale mierzenia dzieci wnioskuję, że wakacjusze dopiero się zjeżdżają. W pierwszych słowach wypada się pochwalić, na jak długo. Rosjanie na trzy tygodnie, hiszpańskie babcie na całe wakacje, Polacy na równe dwa tygodnie. I ja na chwilę. Wszyscy będziemy robić rzeczy proste, głupie i te same. Temperatura rozgrzeszy nasze lenistwo. Pół plaży będzie spać, pół tworzyć szpaler krzesełek na pierwszej linii brzegu.

Jestem przekonana, że ci plażowicze od 20 lat dokładnie w tym miejscu trzymają swoje nogi. Łatwiej tak odnaleźć kumę w nowym kostiumie, który w centrum chińskim kosztuje grosze. Wszystko tu jest jednorazowe: słomiany kapelusz, deska do pływania, maska, sitko na kiju, karty do makao.

agata wojda ziemniaki kukbuk

Bez najmniejszego żalu nie znajdują miejsca w powrotnej walizce. Klasyczne domino, najprzyjemniejsze w dotyku, kosztuje 5 euro, a ja zapłaciłam za nie 60 złotych. W walizce mam dwie bluzki i siedem książek. Czytnik na plaży nie ma sensu, bo zbyt szybko się nagrzewa. Gastronomia plażowa czeka w gotowości, wypełniona metrowymi żelkami w kolorach tęczy, pestkami słonego słonecznika (który trzeba wygryźć, bo nie ma żywego do skubania) i granitami. Kupi się tu plotkarskie gazety w wielu językach świata i być może odmieni los szczęśliwą zdrapką.

Hiszpanie lubią jeść, a pogoda apetytu zupełnie nie tłumi, ewentualnie środek ciężkości przenosi na bardzo późną kolację. Nie umiem jeść z sukcesem po hiszpańsku. Za tłusto, za dużo i za ciężko, w dodatku to nie jest kuchnia dla pojedynczych gości. Lepiej wybierać się w parach, jednostkom paella nie przysługuje.

agata wojda rybki kukbuk

Porcja sztucznie barwionego ryżu, gigantyczna i zaprezentowana zgodnie z rytuałem zaraz po zrobieniu – na uboczu lub przy stoliku kelner nałoży kopiec na talerz, a ja zza sąsiedniego stolika będę współczuć tej ilości. Zryw na paellę ma się średnio raz na turnus, podobnie jak pierwszego dnia na niebieską granitę. Moja porcja patatas bravas to pół kilo kanciastych kostek na drewnianej desce z sosem z tubki. Przywykłam do podpierania się tu gotowcami. Ziemniaki są doskonałe, deska rybek uprażonych na oleju też, a w sałatce (zamówionej dla odświeżenia smaku) leży puszka tuńczyka. Szeptem dziękuję, że nie jajo na twardo. Nie radzę sobie z hiszpańskimi zasadami, kiedy i co wolno jeść. Nie negocjuję, nie narzucam, tylko próbuję wyczuć, czy porcja zarzueli o dwunastej trzydzieści wchodzi w grę, czy może woleliby podać mi pizzę reklamowaną na każdym stoliku. Pomysł jest dobry połowicznie, pierwszy kelner zapewnia mnie, że wszystko z menu jest do mojej dyspozycji. Drugi – przypadkiem pomylony z pierwszym – robi wielkie oczy, zerka na zegarek i upewnia się, że oboje jesteśmy świadomi mojej decyzji. Nie widzę nic zdrożnego w porcji zupy z dwiema krewetami, plastrem ryby i sześcioma krążkami kalmara na obiad. Podlewam to porcją białego wina w zastępstwie cytryny. Kucharz przychodzi popatrzeć.

agata wojda tapas kukbuk

Delikatnie irytuje mnie złość obsługi na zachowania i zwyczaje zagranicznego gościa. Szczególnie że w przypadku większości z nich współpraca ta trwa dziesięciolecia i dla dobra obu stron wypadałoby poszerzyć horyzonty. Samotny gość, choćby w najpiękniejszych kolczykach, jest niepoważnym klientem. Nie należy mu się koszyk pieczywa z tapas ani mała lufa do całkiem sporego rachunku. Podpadłam za kawę zamówioną do deseru, a nie po nim. Nie pyta się mnie, jak sobie radzę i czy smakuje mi gęsia wątroba z kozim serem w naleśniku. Za to odstawia się piękny balet na cztery osoby przy parze Rosjan z rezerwacją, którzy paellę za 21 euro popijają cappuccino – i na tym poprzestają. Szukajcie swoich gastronomicznych połówek do jedzenia w Hiszpanii. Ja z wakacyjnym luzem uzbrajam się w dystans, zioła na trawienie, nadzieję na piwo z gratisową przekąską i myśl o samodzielnym gotowaniu w rozsądnych ilościach. Kiedy się wreszcie trafi na sklep, to jest w nim wszystko, aby zrobić sobie hiszpańską zarzuelę o ósmej piętnaście.

Pasta z fasoli, palonego bakłażana i oliwek

4 porcje k a

Agata Wojda serwuje przekąskę na upały - kremową pastę do rozsmarowania na grzankach w porze sjesty.

Czosnek przepuszczamy przez praskę, mieszamy z olejem i smarujemy tym bakłażana. Wrzucamy go na grill i pieczemy około 20 minut, przekręcając na wszystkie strony – skórka powinna mocno się opalić, środek dokładnie upiec. Gotowego bakłażana nacinamy wzdłuż i kładziemy na 10 minut na sitko, by wyciekł sok. Po tym czasie fasolkę, oliwki i bakłażana razem ze skórką wrzucamy do malaksera. Pulsacyjne miksujemy na pastę i doprawiamy pozostałymi składnikami. Odstawiamy do lodówki na godzinę. Serwujemy na grzankach. U mnie z kawałkami kiszonego selera naciowego, obranego i przygotowanego jak klasyczne ogórki – z koprem, czosnkiem i chrzanem. Uwaga, fasolka musi być dobrze osuszona, bo bakłażan oddaje wilgoć!

  • Klara Holubiec

    Muzycznie i wesoło mi się pomyślało kiedy przeczytałam : zarzuela. 🙂 Chyba nie nadążam za Tobą – dopiero byłaś koło Dubrownika, potem nagle w Grecji – na Krecie? i już już spodziewałam się ze zakotwiczysz w kraju, a tu nagle Hiszpania. „Aż tu nagle pogoda,Taka dobra pogoda,Odpowiednia pogoda na szczęście!”

© KUKBUK 2017