Papryka z tapenadą, bobem i pomidorami - KUKBUK

Papryka z tapenadą, bobem i pomidorami

Agata Wojda podaje pomysł na lekką lipcową kolację z piekarnika.
Agata Wojda

Agata Wojda

Kuchnię zamiata
Czterokrotna zdobywczyni Bib Gourmand Michelin, felietonistka KUKBUK-a, najlepsza szefowa kuchni według żółtego przewodnika Gault & Millau.

Papryka z tapenada bobem i pomidorami

Słynne wielkie miasta przejmują tych, którzy powodują wakacyjne pustki wszędzie indziej. Chodniki zakorkowane są sznurami wędrujących turystów próbujących uchwycić jak najwięcej z lokalności i choćby na moment zamienić się w typowego paryżanina lub nowojorczyka. Wredność ludzka nie ma granic, zatem rdzenni bywalcy ogrodów Tuileries lub Times Square komponują listy rzeczy, których nie robią, i miejsc, w których nie jadają. Owijająca lodziarnię kolejka nie musi oznaczać, że należy w niej stanąć, bo przed nami prawdopodobieństwo, że wpadniemy w pułapkę. Powstają rankingi podające, bez owijania w bawełnę, nazwy lokali i lokalnych specjałów, które najpiękniej wyglądają na Instagramie. A wiadomo – trzeba być tam, gdzie wszyscy. Marzymy o smakach cupcakes, nowojorskiej pizzy i mrożonej gorącej czekolady, ale niewartych zachodu.

Cosmopolitan wylansowany przez „Seks w wielkim mieście” to nie jest to, co pija się tu notorycznie, tak jak nieprawdą jest, że paryżanin szaleje za crêpes z nutellą. Błędem jest jadanie na głównej ulicy Nowego Jorku, kierowanie pierwszych kroków do Moulin Rouge i przekonanie, że spinanie kłódką mostów to najbardziej romantyczna rzecz w Paryżu.

Tutejszym metrem również nikt się nie zachwyca ani nie korzysta z segwayów. Nie każde charcuterie jest smaczne i nie ma nic fajnego w piciu tanich win. Nie wyrosła nam jeszcze aż taka fala turystów, by zrewanżować się podobnymi wskazówkami. Zdecydowanie jednak zalecam większą wnikliwość w czytaniu rankingów restauracji i wzmożoną uwagę przy przeglądaniu zdjęć dań. Jeśli przeczytacie w nich o złodziejsko zawyżonych rachunkach, omińcie, nawet jeśli w pozostałych recenzjach inni chwalą jedzenie. Starówka to nie jest cel warszawskich obiadów, a kolejka po naleśniki i dla nas jest niezrozumiała. Prawdziwy bar mleczny to instytucja z genialnymi kucharkami, a nie z luzem użyta nazwa dla restauracji. Najlepszym zapiekankom wystarczą ser, pieczarki i dobry ketchup. Pewnym pączkom daleko już do pierwotnej klasy i nie każda tania wódka z zakąską ma sens. Z dystansem traktujcie słowa „najlepszy” i „autentyczny”, omijajcie menu z albumami zdjęć. Jeśli nawet macie dowody, że bigos jest naszym narodowym daniem, to zapewniam, że w lipcu i sierpniu raczej go nie jemy.

Zwiedzał kiedyś świat jeden z najbardziej brytyjskich w wymaganiach ludzi – sir Smollett. Podniszczony deszczowa aurą i schorowany, poszukiwał zdrowszego klimatu w Prowansji i we Włoszech. Był pierwszym brytyjskim pisarzem, który utrzymywał się z wydawania książek. Znaczy – cieszyły się popularnością. Nie ma się co dziwić, skoro jedyne, w czym się wyspecjalizował, to malkontenctwo. W „Podróżach przez Francję i Włochy” notorycznie obrywało się ich mieszkańcom, dziwiło paskudnie doprawione jedzenie i podłej jakości wino. Duch Smolletta nie gaśnie.

Wymyślanie w zagranicznych kurortach stref polskiego turysty to pomysł na takich podróżników jak on. Rozumiem tęsknotę dziecka za pomidorową z kluskami lub rosołem. Zgadzam się, że nie ma nic lepszego niż zestaw surówek do ryby, a frytki to niejedyny pomysł na przyrządzanie ziemniaka.

Ale przywożenie ze sobą na wakacje ojczyzny i brak chęci pobycia Grekiem czy innym tubylcem to jednak nie dla mnie. Mam ogromną ochotę polewać się oliwą i wyczuwać smak żywicy w pitej wyłącznie tu retsinie. I mam już za sobą zdjęcia Moulin Rouge oraz naleśnika z czekoladą z bananami, w albumie.

 

Papryka z tapenada bobem i pomidorami

Papryka z tapenadą, bobem i pomidorami

Agata Wojda podaje pomysł na lekką lipcową kolację z piekarnika.

Ząbki czosnku rozdzielamy, pozostawiamy w łupinach i w małym garnuszku zalewamy olejem słonecznikowym. Przez 30 minut konfitujemy na najmniejszym ogniu. Pozostawiamy w tłuszczu, dopóki nie ostygną – dopiero wtedy je obieramy (pozostawiamy tłuszcz). Czosnek, oliwki, 2 anchois i płatki migdałowe miksujemy w kielichu blendera. Wlewamy oliwę i sok z cytryny. Piekarnik nagrzewamy do 200 stopni. Paprykę przecinamy wzdłuż, pozbawiamy pestek i smarujemy kilkoma łyżkami oleju po konfitowaniu czosnku. Nakładamy do środka po łyżeczce tapenady. Pomidory kroimy w drobną kostkę, mieszamy z bobem i ze szczyptą suszonej bazylii, doprawiamy solą, pieprzem i cukrem oraz 2-3 łyżkami oleju po czosnku. Wypełniamy tym papryki na ścisk. Na wierzchu każdej kładziemy pozostałe anchois. Układamy w naczyniu do zapiekania. Solimy, dorzucamy ćwiartki dymki. Wstawiamy do piekarnika na 60-75 minut. W połowie pieczenia możemy dodać ser. Jemy zasypane listkami bazylii, z grzankami nasiąkającymi płynem.

© KUKBUK 2017