Młoda marchew z czarnuszką, kolendrą i imbirem - KUKBUK

Młoda marchew z czarnuszką, kolendrą i imbirem

Expo 2015 – do japońskiego pawilonu czeka się w kolejce niemal godzinę. Do polskiego nie kwapi się nikt.
Agata Wojda

Agata Wojda

Kuchnię zamiata
Czterokrotna zdobywczyni Bib Gourmand Michelin, felietonistka KUKBUK-a, najlepsza szefowa kuchni według żółtego przewodnika Gault & Millau.

mloda marchewka kukbuk

Zakończyliśmy ostatnio włoski wątek wystawą Expo 2015, która przybliża nam cały świat, będąc zaledwie dwie godziny drogi samolotem od nas. I tam właśnie nas niesie.

Stoimy w dwudziestoosobowej grupie pomiędzy porykującymi na siebie grupami włoskich nastolatków kierowanych ku wejściu na targi. Dojrzewają w słońcu i palą.

W środku będą pić browary świata i jak nikt inny okupować piwne stragany. Na trasie kolejki mijamy budki z napojami, przekąskami i… nowymi butami. Zrzuć stare i zamień na wygodne do deptania po kilometrach pawilonów. To ogromne wesołe miasteczko dla dorosłych pod nazwą: „Wyżywienie planety, energia dla życia”. Po pawilonach, przygotowanych przez 145 państw, po 184 dniach tym razem nie zostanie nic – w przeciwieństwie do wieży Eiffla z 1889 roku.

expo milan kukbuk

Nad wszystkim góruje „drzewo życia” otoczone wodotryskiem i puszczające bańki. Tu, zaraz po ciężarówkach z piwem, siedzi najwięcej młodych Włochów. Nie sposób zobaczyć wszystkiego, nie da się być wszędzie. Po dwóch tygodniach już wiadomo, w której warto stanąć kolejce. Średni czas oczekiwania przed pawilonem Japonii to czterdzieści minut. Tymczasem na schodach do polskiego pawilonu można zrobić puste zdjęcie. Ale decydujemy się wejść do skrzynki jabłek, mijając ogród na dachu, co gra filmowymi motywami i zerka rzeźbami Mitoraja. Jabłek tu na jesieni raczej nie będzie, bo rachityczne drzewa narażone są na czterdziestostopniowe upały. Większe są szanse na zbiór ananasów, ale chyba nie były brane pod uwagę.

 

Takich zielonych przestrzeni jest bardzo dużo w poszczególnych pawilonach. Pachną, grają cykadami, uczą botaniki. Imponująca jest warzywno-owocowa ścieżka Francuzów do ich kulinarnego pawilonu. Można tu wsadzić głowę w klosz i powąchać ziół. W polskim pawilonie kruszy się na mnie z półki sękacz. Milcząco trwa tydzień Podlasia – jeśli chcesz je poznać, musisz wziąć ulotkę. Trochę wyżej, na półce leży książka o polskiej kuchni przygotowana specjalnie we współpracy z różnymi kucharzami. Nie załapałam się na nią w czasie konferencji w Warszawie, zatem nadrabiam tu. Nikt nie mówi, czy można, bo nikogo tu nie ma. Tylko ten sypiący się sękacz i sklepik, co udaje rozgrzebanym kartonem, że zaraz ktoś przyjdzie. Podobno od tygodnia tak robi. W środku leżą prace Rafała Olbińskiego i stoją dwa rowery, którymi można ścigać się interaktywnie po lesie. Siedzisz na żubrze lub łosiu i pedałujesz, zbierając kolorowe koraliki. Obok na blacie leży tęgawy informatyk i patrzy, czy działa.

expo kukbuk
expo kukbuk

Pawilon polski nie karmi w zaplanowanej tu restauracji, ino opowiada na ekranie, jak lepić pierogi. Częstował jabłkami, ale logistyka płynnego dostarczania wystarczającej ilości zawiodła.

To nie są targi do rozdawania. To dwadzieścia milionów zwiedzających, a zaplecze i magazyny nie są z gumy, przestrzeń kosztuje. Bogato urządzony Iran chwali się pistacjami, które, płatne, zbyt szybko się kończą. Zadziwiające są dla mnie pustki w restauracjach, za to food trucki mają się świetnie. Nawet Francuzi pozwalają sobie na liońskie bistro w przyczepie peugeota. Dziś szef kuchni serwuje ser Comté z pomidorami na sosie malinowym, posypany tymiankiem, szpinakiem i konfitowanymi skórkami pomarańczy. Moja targowa gastronomia to idiotycznie zjedzony w pawilonie amerykańskim… hamburger z chipsami Lays. O, naiwna przygodo, nastawiona na autentyczny smak. Ledwo wciskam w siebie jeszcze faszerowane oliwki i farinatę. Chwała włoskiej alei regionalnych kuchni, że są. I za bar winny.

expo kukbuk
expo kukbuk

Najbardziej przyciąga mnie Korea. Na ścianie wisi napis: „Co lubisz jeść?”, a potem starannie wykaligrafowane litery ustawiają się w listę odpowiedzi, nazwy dań. Po dwóch tygodniach pojawiają się też dopiski gości Expo, że bollito, gnocchi, lasagne mojej mamy itd. Ściana żyje. W środku mijasz człowieka z nadwagą, by dojść do patrzącego na ciebie głodnego chłopca. Opuszcza głowę i ją podnosi, gdziekolwiek stoisz, widzisz jego wzrok. W wielkiej sali przechodzisz obok glinianych waz do konserwowania, zatrzymania potrzebnego jedzenia. Genialny pawilon. Po sześciu godzinach ruszania się bujam się na huśtawce w Estonii. To wynalazek stąd. Bujam się tak, jak mówi napis: z głową w chmurach i w bałaganie myśli.

expo kukbuk
expo kukbuk

Bona zabrała w kufer do Polski kapustę, marchewkę i szpinak. Włosi jej na to pozwolili. Czas, by jakaś polska Bona odwiozła im kilka pomysłów. Bo niczego tak nie doceniłam przy włoskich posiłkach jak tradycji polskich surówek i warzyw do obiadu. Wpadam do domu i odświeżam żołądek młodą marchewką. Za tydzień hołd Bonie w bulionie rybnym.

 

 

Młoda marchewka z czarnuszką, kolendrą i imbirem

4 porcje a

Expo 2015 – do japońskiego pawilonu czeka się w kolejce niemal godzinę. Do polskiego nie kwapi się nikt.

Czosnek przepuszczony przez wyciskarkę mieszamy z imbirem, oliwą, zalewą i drobno posiekaną cebulą. Doprawiamy szczyptą soli, odstawiamy. Mleko kokosowe przelewamy do garnuszka, wyciskamy sok ze sparzonej pomarańczy i wrzucamy skórki po wyciśnięciu owocu. Gotujemy w tym marchewkę z odrobiną soli tak, aby lekko zmiękła i pozostała chrupiąca. Studzimy i kroimy wzdłuż na osiem długich pasków. Mieszamy w misce z sosem i czarnuszką. Tuż przed podaniem mieszamy z kolendrą. Ale mielony z tym wchodzi… i ryby!

© KUKBUK 2017