Kulki mięsne w bule na freestyle’u - KUKBUK

Kulki mięsne w bule na freestyle’u

Jest sobota, a ty wstajesz rano i pijąc piżamową kawę, bronisz się przed czytaniem pudla, nekrologów, piątkowych komentarzy pod recenzją Nowaka i spojlerów filmów, które właśnie weszły do kin. W zasadzie masz wolny jeden dzień, bo niedzielę przeznaczasz na umartwianie się poniedziałkiem.
Agata Wojda

Agata Wojda

Kuchnię zamiata
Czterokrotna zdobywczyni Bib Gourmand Michelin, felietonistka KUKBUK-a, najlepsza szefowa kuchni według żółtego przewodnika Gault & Millau.

klopsiki kukbuk

Słońcem dostajesz po oczach i zaczyna ci się chcieć żyć. Masz od zdjęcia piżamy (dziewiąta czternaście na zegarze przy pierwszym łyku kawy) sześć godzin do zagospodarowania przed wieczornymi wiadomościami lub melanżem u Prostego. I by się chciało ten czas własnemu dobru ogólnemu poświęcić. Z kulturą, smakiem, ziewnięciem, luzem, rodziną i… jednym autobusem. Leżak nad Wisłą lub w parku na trawniku to pułapka. Wpadasz w nią zaraz po dwunastej, a zwalniasz na moment, bo musisz do toalety. Z soboty na sobotę masz wrażenie, że coraz więcej na nim śpisz, a wstając, już jesteś zmęczony.


Zatem pijesz tę kawę i odkrywasz prawie ideał sobotni. Warszawskie Soho Factory. Mistrzostwo możliwości, teren prawie szczelnie zamknięty, dawny rejon przemysłowy z halą, barakiem, cegłą, trawnikiem.


Tu zjesz (restauracja czynna całą dobę plus weekendowe Soho Food Market) i nauczysz się gotować w Akademii Kulinarnej prowadzonej przez dwóch niezwykle sympatycznych Włochów jeżdżących smartem lub w szkole kulinarnej, raczkującej jeszcze, ale dość ambitnie (tylko czekać, aż zaproponuje weekendowe warsztaty). Tu zobaczysz pięćset liter z dawnych neonów miejskich, policytujesz na aukcjach, zamówisz poduszkę i krzesło, na którym nikt nie wie, jak usiąść. Nawąchasz się czekolady i świeżo palonej kawy. Zawiesisz oko na Dolinie Muminków w listopadzie, czasem ktoś z dobrą dykcją poczyta ci coś mądrego. I gdyby dodatkowo wstawiono tu grającą karuzelę, to na bank zapomniałbyś, że idziesz do Prostego.


Ja bym jeszcze chciała od pierwszego kwietnia w weekendy robić tam pojedynki na foodtrucki z klaunem, co nosi darmowe balony, i graniem na ulicy. Wjeżdżają z autorskim menu dwa auta, ustawia się leniwa, ale pożądająca jedzenia i emocji kolejka, kupuje obie propozycje. Zjada, dzieli się kęsami, ocenia.


A już tych w trucku problem, jakim smakiem wygrają duże miliony. I kogo zaproszą do dzisiejszego menu, bo widzę to jako jednorazową zabawę z kucharzem, który oderwał się od ścian restauracji i w czapce z daszkiem ładuje w pitę autorskie wędzone kacze ozory. Freestyle’owych kucharzy z tatuażem z cebulą na ten jeden raz nie zbraknie za szybko. A burgerom mówimy: przerwa. Na koniec ligi zaprosiłabym najlepszych plus gwiazdę z zagranicy. O, choćby The Bowlera – jednego z takich londyńskich trucków, który nie dość, że wyspecjalizował się w mięsnych, rybnych i wegańskich klopsach, to jeszcze dobrał do nich sosy, sides i sałatki i zrobił z tego GOURMET MEATBALLS z zielonego samochodu porośniętego trawą po samo lusterko. Lubi w klopsach japońskie breadcrumbs, bo wciąga tłuszcz i zapobiega suchości. Bułkę tartą robi sam, bawi się łączeniem różnej struktury mięsa i kolorem klopsa przez dodatki. Tworzy autorskie mieszanki przypraw, operuje zawsze składnikami o doskonałej jakości, trzyma się pięciocentrymetrowego rozmiaru i piecze, smaży lub wrzuca na głęboko, w zależności od tego, z czego tym razem ukręcił mokrymi rękoma kulkę. Każda mikstura ma czas na co najmniej trzydziestominutowe dojrzewanie. I jest samochód legenda. Wchodzę w to. Zagrajmy w te kulki!

 

Prosto i genialnie, bez pardonu.

klopsiki kukbuk

Kulki mięsne w bule na freestyle’u

3 porcje e

Jest sobota, a ty wstajesz rano i pijąc piżamową kawę, bronisz się przed czytaniem pudla, nekrologów, piątkowych komentarzy pod recenzją Nowaka i spojlerów filmów, które właśnie weszły do kin. W zasadzie masz wolny jeden dzień, bo niedzielę przeznaczasz na umartwianie się poniedziałkiem.

Mięso samodzielnie przepuszczamy przez maszynkę razem z cebulą i czosnkiem. Jeśli jesteście z frakcji „wolimy bułkę namoczoną w mleku zamiast bułki tartej”, zrozumiem. To teraz jest czas ją przepuścić. Dodajemy wszystkie składniki, jajka lekko ubite. Mocno i solidnie wyrabiamy na masę, która musi odczekać, by smaki się przemieszały. Z farszu o temperaturze pokojowej mokrymi rękami kręcimy kulki jak orzechy włoskie. Rozgrzewamy piekarnik do 180°C i na szerokiej blaszce, ułożone w odstępach, pieczemy 20-25 minut. Mile widziane delikatne zakręcenie blaszką w połowie pieczenia. Końcowa faza to pokruszenie tartego cheddara lub nałożenie kapelusza z korycińskiego (słonawy, fajny), oscypka albo zwyczajnej mozzarelli. Uwaga, potrafi zniknąć i rozpłynąć się na tłuszcz. Wystarczą 3 minuty w kapeluszu z sera. Gotowe na już. Gotowe do sosu (da się maczać w Ketjap Manis koniuszek klopsika).

Lub tak jak w moim trucku: kupujemy pierwszą, młodą hiszpańską kapustę (to ta za 5 złotych w warzywniakach, ze spiczastą końcówką), drobno kroimy w paski i wgniatamy dłonią trochę soli. Nie możemy się oprzeć małosolnym, trochę jeszcze bez smaku, a w cenie makabrycznej, i kupujemy dwie sztuki. Najcieńsze plasterki, bo drogo, wkrajamy do kapusty i dodajemy koper siekany z 2 łyżkami oliwy. Odstawiamy na bok. Szklimy 2 cebule na złoto w garnuszku, 1 ząbek czosnku, posiekany, i 3 anchois. Do tego puszka pelati bez skóry, za to posiekanych, w kawałkach. Dusimy chwilę z odrobiną cukru, pieprzu białego, 3 łyżek wina białego (tylko jeśli jest otwarte obok) i garścią najmniejszych znalezionych kaparów. Do gorącego i zdjętego z ognia sosu wrzucamy obrane ze skóry i bez pestek, pokrojone w małą kostkę, zimne, bezsmakowe kwietniowe pomidory. Dodajemy sól, płaską łyżkę białego octu winnego i łyżkę bardzo dobrej oliwy. Zostawiamy do wystudzenia. Ładujemy wszystko w grubszy kawałek płaskiego chleba tureckiego, pitę, liść sałaty lodowej, jeśli chleb nam nie służy, lub naana. I już tylko mlaskanie, i lemoniada…

 

Więcej przepisów Agaty Wojdy

© KUKBUK 2017