Klopsy cielęce dla niejadków - KUKBUK

Klopsy cielęce dla niejadków

Dzieci można lubić lub nie (lub obie rzeczy jednocześnie, patrz Baba Jaga), ale trzeba je karmić. W restauracji też.

Agata Wojda

Agata Wojda

Agata Wojda

Kuchnię zamiata
Czterokrotna zdobywczyni Bib Gourmand Michelin, felietonistka KUKBUK-a, najlepsza szefowa kuchni według żółtego przewodnika Gault & Millau.

klopsy cielece kukbuk

Dzieci można lubić lub nie (lub obie rzeczy jednocześnie, patrz Baba Jaga), ale trzeba je karmić. W restauracji też.

Bo wpadają, zabierając ze sobą dorosłych. Środek bułki w zasadzie większości by wystarczył, ale mamy zamawiają dla dzieci frytki. Też bym zjadła, zawsze i wszędzie, więc bonus dla mamy… dokończy sobie. Tata również chętnie. Tymczasem Staś z widelców robi wigwam. Przeskakuję ladę i zbliżam się do rodziny. Wiatr rozwiewa mi włosy, ocieram rzeźnickim ruchem łapy o fartuch, idę krokiem zdecydowanego kawalera, co podjął decyzję – raz kozie śmierć. Hamuję przy mamie. Ryby jada? Jada. Zęby ma, mięso gryzie? Tak. Uczulony? Na jad osy. Fregolę sardę lubi? Chyba tak… Chyba czy na pewno?! Niech nikt się nie rusza, zaraz wracam… pokażę! Wracam. Oddychają. Ryzykujemy. A co mu babcia daje, gdy ma dyżur? Buraczki. Okej, buraczki raz… I Stanisław zjada wigwamem pełnometrażowe danie, przegryzając czystym mięsem kaczki, wsuniętym do uchylonego dzioba.

Zawsze coś komuś mogę z czegoś wygrzebać. Sos położyć z boku, skleić elementy różnych dań w dziecięcy talerz. Przysięgam, nie dam listka kolendry, koperku ani natki! Aż tu nagle trafiam na jedną z najlepiej sprzedających się gazet kulinarnych wszech czasów. Numer o żywieniu nieletnich. Ogarnij Tadka niejadka w domowej kuchni.

Techniki podawania posiłku są dowolne – samolotem, co leci, leci, leci, ooo, jak wysoko; za dziadziusia Gienka i babcię Bożenkę; dopóki w talerzu nie pokaże się tańcząca królewna. Mama uruchamia fantazję, rzeźbi i maluje na talerzu. Na rozruch bułeczka Zenuś i parówkowe ślimaki. Ogólnie mówiąc, Zenuś jest kanapką z twarzą zrobioną z szynki konserwowej, z włosami, zębami i białkami w oczach z żółtego sera. Źrenicami z oliwek patrzy spod brwi z ogórka szklarniowego ze skórką. Rumieńce ma z papryki. Można się zaprzyjaźnić, a potem odgryźć mu ucho. Przed parówkowymi ślimakami warto się przeżegnać. Letnia parówka ma domek ze średniego pomidora, dobudówkę z pomidorków cherry i dach z truskawki. Dachówki zrobione są z brązowego i żółtego lukru z pisaka. Idzie toto po liściu sałaty i zerka na Zosię oczkami z kawioru na czułkach z paska pomidora. Na moje oko ślimak ma ospę z kropek ketchupu. Niebanalnie, przyznaję. Carving z ogórka to zielona część kwiatka zrobionego z kolejnej parówki. Tym razem zimnej. Obranej z osłonki i naciętej gęsto w równych odstępach. Długa musi być, aby nie strzeliła w trakcie formowania kwiatu. W środek jajo sadzone, najlepiej przepiórcze, bo ciąć nie trzeba. Żółciutkie lądowisko dla motyli. A one z kaszy manny błyskawicznej są i cukru. Wyciśnięte z foremki silikonowej o tym kształcie i udekorowane drażetkami, co się w rękach topią. Spływająca farbka w wyżłobionych rowkach motyla tworzy apetyczne wzory. Magia. Jeżyk jest z półtłustego twarogu, gramoli się po koperku. Nos ze słonecznika, a igły ze szczypiorku. Ho, ho, ile siekania czeka mamę, a niuniek musi szybko się decydować, bo igły gibkość szybko tracą i jeż pokrywa się zwiędniętym futrem zielonym. Cherry tym razem na plecach.

Najstraszniejsza do zjedzenia jest „świnka Peppa na obiadek”, a tuż za nią pająk. Przeinteligentna i dobrze wychowana świnka jest zrobiona z dwóch ugotowanych ziemniaków startych na masę razem z burakiem. Z zimnej masy kolejno powstają głowa, ręce, nogi, uszy i ogon. Trzeba to sobie rozplanować. Peppa jest w sukience z konturami z papryki, wypełnionej łososiem na parze. Paprykowe falbany. Uśmiech paprykowy, nosek marchewkowy.

Pająk jest kobietą z mielonego ugotowanego mięsa i pieczarek. Uformowany jak klops ma jeszcze mięsne odnóża zgięte w jednej czwartej ich długości. Piecze się go przez pół godziny w dwustu stopniach. Potem stawia na pajęczynie z cienkich pasków naleśnika (ej, makaron mógłby być) i wykańcza twarz.

Włosy z pociętego omleta, powłóczyste spojrzenie białkiem i goździkiem, a trzepot rzęs koperkiem. Mama zgarnia za przepis sto złotych i zapewnia, że jest bardzo atrakcyjny nawet dla największych niejadków. Kto wytrzymał, ten zasługuje na słodkie. Na deser Barbie w galarecie lub rolada smerfowa. Ciasto ma wnętrze z niebieskiej galaretki, zastygłej w ubitej śmietanie, a lala utknęła w żelowanej sukience w trzech smakach.

Mocne słowa kończą przepis: „lalkę bez nóg nadziewamy na patyk (do szaszłyków) i wkładamy do galaretki”. Drogie dzieci… chyba rozumiem, czemu wolicie prosić o frytki!

klopsy cielece kukbuk
klopsy cielece kukbuk

Klopsy cielęce dla niejadków

6 porcji k

Mielone mięso mieszamy z jajkiem, wyciśniętym 1 czosnkiem, połową roztartej w palcach mięty, 1 łyżką płaską kuminu, 1⁄2 łyżeczki sumaku, sokiem z pomarańczy (zetrzyjcie skórkę i zachowajcie do sosu). Odstawiamy na 2 godziny do lodówki. Bulion możemy zrobić mocno esencjonalny, na przypieczonej cebuli, wkruszyć do niego ostrą czuszkę i rozpuścić szafran. Marchewkę ścieramy na dużych oczkach, seler kroimy w drobną kostkę. Z mięsa mokrymi dłońmi formujemy klopsy wielkości orzechów włoskich. Rozgrzewamy połowę tłuszczu i na prawie dymiącym smażymy mięso. W trakcie smażenia można je podsypać cukrem, solą, kuminem. Zdejmujemy z patelni, a bulionem zgarniamy smak po smażeniu. Odstawiamy. Teraz na patelnię wlewamy resztę oleju, wrzucamy posiekaną cebulę i marchewkę z selerem naciowym. Wystarczy 8 minut na patelni. Dodajemy pozostały czosnek. Przekładamy do garnka zawartość patelni, klopsy i zalewamy bulionem. Dodajemy ocet, pomidory pelati, koncentrat, starty imbir i bulion. Nasion kolendry użyłam w całości w domu, ale mogą się kojarzyć z trudnym smakiem, zatem rozgniećcie i dodajcie do sosu. Gotujemy wszystko razem krótko, 15 minut wystarczy. Na koniec wyjątkowo można zagęścić całość mąką kukurydzianą – 1 łyżkę stołową rozpuścić w zimnej wodzie i wlać do całości. Rzadko to robię! Ale zamarzyło mi się lepsze obklejenie klopsów. Serwujemy z listkami bazylii tajskiej i kolendrą. Jeśli będzie zbyt ostre, dodajemy jogurt.

 

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: