Jajka geniusza z rydzami - KUKBUK

Jajka geniusza z rydzami

Co jadł David Lynch, Louis Armstrong i Marcel Proust? Czyżby jaja?
Agata Wojda

Agata Wojda

Kuchnię zamiata
Czterokrotna zdobywczyni Bib Gourmand Michelin, felietonistka KUKBUK-a, najlepsza szefowa kuchni według żółtego przewodnika Gault & Millau.

Jajka z rydzami kukbuk

Postanowiłam sprawdzić, jak wielkie mam zadatki na bycie geniuszem. Skoro Mason Curray („Codzienne rytuały. Jak pracują wielkie umysły”, W.A.B., 2015) potrafił dotrzeć do szczegółów dnia około stu pisarzy, malarzy, filozofów i muzyków, zdecydowałam się przyjrzeć tym z nich, którzy mają coś wspólnego z jedzeniem. Poznać ich rytuały, przyzwyczajenia i smaczki codziennego dnia.

Dawid Lynch przez siedem lat, dzień po dniu, zasiadał o czternastej trzydzieści na kanapowym czerwonym obiciu klasycznego amerykańskiego baru i dostawał czekoladowego szejka. Zasładzał się, popijając go ze srebrnego pucharu, i prosił o siedmiokrotną dolewkę kawy z podgrzewacza. Anne Rice siorbała podobną ilość płynu, tylko że w postaci dietetycznej coli, a Andy’emu Warholowi wystarczał marchewkowy sok. Marcel Proust codziennie, od niejakiej Celeste, otrzymywał srebrny dzbanek z mocną, czarną kawą (zawsze na dwie filiżanki) i podobny porcelanowy z dużą ilością mleka. Na talerzyku obok leżał pochodzący zawsze z tej samej piekarni croissant, a i jego dubler, w przypadku większego apetytu za ścianą, czekał w pogotowiu.


Picasso, hipochondryk, czasami obrażał się na jedzenie i pozwalał nakarmić się jedynie wodą, mlekiem, wybranymi warzywami, kiścią winogron i ryżowym budyniem.


 

Louis Armstrong zdawał się na hotelowe kuchnie lub chińszczyznę. Do jointa regularnie zapalanego po koncercie przegryzał czerwoną fasolę z ryżem i łykał autorskie lekarstwo na przeczyszczenie. Ku zdziwieniu lekarzy bilans corocznych badań wypadał u trębacza zadowalająco. Glenn Gould miał wyrzuty sumienia, gdy jadł, bo umysł do tworzenia wymagał głodu i oczyszczenia. Pozwalał sobie w trakcie gry na amarantusowe ciasteczko i krakersa Ritz. Erik Satie raczej dbał o brzuch i zanieczyszczał umysł porcją omletu z trzydziestu jaj. Tymi łykniętymi ze szklanki, na czczo, zaczynał dzień Victor Hugo, a kontynuował na ciepło z podobnej szklanki Lew Tołstoj. Saul Bellow po trzydziestu pompkach zasługiwał na sałatkę z tuńczykiem lub wędzoną sieję. Po satysfakcjonującej liczbie zapisanych kartek należał się kieliszek wina lub szklaneczka ginu. Dickens w przeciwieństwie do kolegi całe życie obawiał się – bezpodstawnie – że wpadnie w alkoholizm i z wyraźną niechęcią pozwalał sobie z rzadka na kieliszek. Mark Twain robił sobie wolną niedzielę w pisaniu, popalał fajkę i wmawiał wszystkim, że śpi jak dziecko po jasnym piwie lub ciepłej szkockiej. Wolter i Beethoven rozsmakowywali się w kawie. Pierwszy rezygnował z obiadu i pił ją dzbankami, przegryzając czekoladą, podczas gdy Ludwig osobiście odliczał sześćdziesiąt ziarenek, zaparzał i udawał się na spacer.


Mahler o świcie dzwonił do kucharza i wyliczał mu, co zje w swojej kamiennej chatce. Ten szedł z wiktuałami ścieżką naokoło, żeby nie spotkać kompozytora. Gustav bowiem nie znosił mówić „dzień dobry” i jeść wspólnego śniadania. Obiady miały tylko zaostrzać apetyt i być minimalnie przyprawione.


 

W przeciwieństwie do niego Jane Austin osobiście szykowała śniadania swoim współdomownikom po to, by od pozostałych posiłków być zwolnioną. Bergman codziennie w misce miał ubitą tłustą śmietanę z truskawkowym dżemem i płatkami kukurydzianymi. W porannym naczyniu Nathaniela Hawthorne’a była kruszona czekolada z chlebem, a u Olivera Sacksa porcja płatków (herbaciarz z elektrycznym czajnikiem, by nie spalić domu, miłośnik sushi, tabbouleh z sardynkami i śledzia na czarnym pieczywie). Isaac Asimov całe życie żył, jakby nadal pomagał ojcu otwierać i zamykać sklepy ze słodyczami. Przez siedem dni w tygodniu stał na nogach od szóstej rano do pierwszej w nocy. Twórca „Fistaszków”, Schulz, wymagał od swojego umysłu dyspozycyjności przez siedem godzin dziennie i porcji naleśników od żony. Herman Melville miał własne pole obsiane kukurydzą, rzepą i dyniami. Najpierw karmił konia, potem krowy, a na końcu siebie. O wpół do trzeciej domagał się tak skutecznego walenia w drzwi, by niezależnie od humoru i weny przerwać pracę lub drzemkę i zanieść swoim zwierzętom kolejny posiłek.

Agata Wojda wstaje o szóstej rano, zaparza dwa wybrane gatunki kawy w wielkości ristretto. Dolewa dwie łyżeczki skondensowanego mleka i wypija jeszcze ciepłe. Geniusza z niej nie będzie, bo od sześciu dni budzi się o ósmej trzydzieści i zapomina kupić mleko. A bez niego nie wypije.

Jajka z rydzami kukbuk

Jajka geniusza z rydzami

1 porcja h

Co jadł David Lynch, Louis Armstrong i Marcel Proust? Czyżby jaja?

Cebulę kroimy na ćwiartki i rozkładamy na pojedyncze warstwy. W garnuszku rozgrzewamy masło, dodajemy cebulę i szczyptę cukru. Po chwili wrzucamy rydze i rumienimy je z dwóch stron. Po podsmażeniu podlewamy je śmietaną, dokładamy drobno posiekany czosnek, musztardę i szczypior. Doprawiamy solą oraz świeżo mielonym pieprzem. W małym, wysokim garnuszku zagrzewamy olej, jajko rozbijamy delikatnie do miseczki i wpuszczamy ostrożnie do gorącego oleju. Uwaga, ten nie może wrzeć, ma być mocno gorący i najlepiej zdjęty po zagrzaniu z ognia. Delikatnie ześlizgujemy jajko, podwijając mu boki. Smażymy z jednej, a potem z drugiej strony przez minutę. Odławiamy, układamy na grzance, zalewamy grzybami i jemy. Dla bezpieczeństwa można jajo zrobić w ten sam sposób w osolonej i zakwaszonej octem wodzie lub klasycznie przygotować sadzone na maśle. To z oleju przy małej wprawie potrafi strzelić.

© KUKBUK 2017