Jajecznica po francusku, czyli z kąpieli wodnej - KUKBUK

Jajecznica po francusku, czyli z kąpieli wodnej

Agata Wojda podaje przepis na mercedesa wśród jajecznic. Nie szczędźcie masła ani śmietany, ma być luksusowo!
Agata Wojda

Agata Wojda

Kuchnię zamiata
Czterokrotna zdobywczyni Bib Gourmand Michelin, felietonistka KUKBUK-a, najlepsza szefowa kuchni według żółtego przewodnika Gault & Millau.

jajecznica wojda

Przytargałam z Francji mocno ilustrowaną książkę o poprawnym postępowaniu z winem. Rysunki wspomagają moją znajomość języka, a treść nie omija ani jednego tematu. Wyjaśnia etykiety, podpowiadając, co może znaleźć się na koloratce lub medalu, pomaga zadać robiące dobre wrażenie pytania w winnicy lub zakreślić „właściwie” kartę win w trakcie degustacji. Bawi, uczy i zaskakuje podczas czytania, upewniając mnie, że w tym temacie każde pytanie znajdzie odpowiedź. Wiem już, jak wygląda filoksera, największy wróg winogron, i przed kim w pierwszej kolejności w Wielkanoc powinnam postawić kieliszek (to się ciotka ucieszy). Przed świętami przyda się kilka podpowiedzi zwłaszcza mojemu tacie, który potrafi dokonać zaskakującego wyboru, a potem, w trakcie picia, udaje, że jest zadowolony. Jeśli trzeba będzie, gotowa jestem nauczyć go francuskiego, a potem obłożyć książkami. Ta jest na wysokim poziomie merytorycznym, a w dodatku napisana z poczuciem humoru. Zaczyna się tytułowym zapewnieniem, że wino to nie czarna magia. Oto kilka podpowiedzi-perełek Ophélie Neiman z jej „Le vin c’est pas sorcier” – ku uwadze przed świętami Wielkiej Nocy i piknikami.

Idealnie dobrane wino będzie naszym sprzymierzeńcem i samą swoją obecnością może nadać znaczenie lub podkreślić ważność, powód, dlaczego właściwie dziś pijemy.

Randkowiczom sugerowane jest omijanie czerwonych win barwiących zęby, wzmacnianie erotycznej nuty w powietrzu czerwonym winem z apelacji Côtes du Rhône, wpuszczanie elegancji za pomocą Chablis i rozluźnianie białym Bordeaux.

Na sztywnych spotkaniach świątecznych z rodziną lub ze współpracownikami popijamy wina z apelacji: Bandol z Prowansji, Saint-Émilion lub Chinon. Na spotkaniach z przyjaciółmi zapomnijcie o bordeaux z supermarketu, bo wytkną wam snobizm, i o winach aromatyzowanych, bo trują. Dobrze wypadają szczepy mało znane, z nie najlepszą reputacją, różowe z Prowansji i wchodzące szczególnie nieźle na kanapie, czyli rioja.

W ramach picia w pojedynkę najlepiej dokończyć butelkę już otwartą, by uniknąć po pełnej odkrycia, że jesteśmy najbardziej samotnymi osobami na świecie.

Jeśli z jakiegoś powodu Francuz jest zmuszony wybierać wino w nocnym sklepie z mydłem i powidłem, to wie, że staje przed wyzwaniem. Uniknąć rozczarowania może, jeśli ominie wina z prawdziwym i wysuszonym korkiem, a skupi się na nakrętce, odważy się spróbować Hiszpanii lub Chile (niska cena za zadowalającą jakość), zrezygnuje z win wytrawnych z wyraźną kwasowością, wybierze sprawdzoną markę szampana, a przede wszystkim zapomni o winach z rocznikami. A potem już nigdy nie dopuści do sytuacji, by wina mu zabrakło.

Korkociąg z serii „chwyć me ramiona” to obecnie najpopularniejszy model w polskiej kuchennej szufladzie.

Wymaga jedynie celnego pomiaru głębokości i – w przeciwieństwie do tego w kształcie litery T, z rączką z renifera – aż taka siła do napicia się wina nie będzie nam potrzebna. Ewentualnie drobne sitko. W sytuacji urwania fragmentu korka poradniki sugerują dwa rozwiązania: po pierwsze wbijamy się jeszcze raz najbardziej profesjonalnym, sommelierskim, najcieńszym wiertłem, robiąc to pod skosem, lub tyłem drewnianej łyżki wciskamy pozostałość do środka. Może zdarzyć się sytuacja ekstremalna, czyli jest co, a nie ma czym! Pozostają wówczas trzy możliwości: wciśnięcie palcem, zastąpienie go gwoździem lub dzięcioł. Aby skorzystać z ostatniej metody, należy znaleźć drzewo lub mur, potem świąteczny pantofel z kwadratowym, gumowym obcasem, który przykładamy na przykład do sosny. W środek wsuwamy wino i uderzamy sprężynującym butem, aż ciśnienie wyrzuci korek w naszą stronę, co powinno nastąpić po siedmiu, ośmiu uderzeniach. Uratowani!

Dynamicznie rozwijający się wieczór z winem niesie ze sobą ryzyko trudnego samopoczucia rankiem dnia następnego. Nie każdy szczep naszym przyjacielem. Próbujemy dodatkowo się nawilżać, o czym powinniśmy pamiętać także w trakcie wznoszenia toastów.

Pijemy wodę jak koń, potem próbujemy leczyć się bananem, ostrygami, witaminą C lub gorącym mięsnym bulionem.

Na ból brzucha aplikujemy łyżeczkę sody oczyszczonej, rumianek lub ryż. Przysłowiowego klina najlepiej przyjąć w postaci Krwawej Mary z dodatkiem selera naciowego i tabasco. Dorzucę od siebie tłustego burgera.

Na koniec moja ulubiona sytuacja, czyli zjawiam się na świąteczny barszcz celebrować z winem Alleluja. Wymarzona na dziś butelka znika, a ja unoszę kielich z kartonowym winem, dopóki nie wjedzie świąteczny mazurek. Podczas wręczania upominku gospodarz powinien wyczuć w moim głosie pragnienie, nadać przyniesionej butelce idealną temperaturę, wkomponować w menu, upewnić się, czy planowaliśmy go spróbować razem.

Aha i ostatnia podpowiedź ratunkowa – na zbyt ciepłe wino. Podsunięcie kostek lodu, które zupełnie nie są po to, aby pływały w naszym alkoholu. Chłodźcie nimi pustą szklankę przez 3 minuty, a dopiero potem napełnijcie ją winem. Broń Boże po sam szczyt.

Ophélie Neiman, „Le vin c’est pas sorcier”, Marabout 2015.

Jajecznicę opanowaną ma praktycznie każdy, kto odkrywa, że w lodówce są tylko jajka i masło. Zatem wtajemniczenie głębsze, czyli jajecznica w kąpieli wodnej, z truflą, idealnie kremowa i odpowiednia do blanszowanych zielonych szparagów lub podgrzanych na maśle smardzów. Jajecznica mercedes – nie oszczędzajcie na jakości składników.

Jajecznica po francusku, czyli z kąpieli wodnej

2 porcje j

Agata Wojda podaje przepis na mercedesa wśród jajecznic. Nie szczędźcie masła ani śmietany, ma być luksusowo!

Wbijamy jajka do miseczki, doprawiamy wędzoną solą i ubijamy rózgą. Truflę ścieramy na cieniutkie płatki – połowę wrzucamy do jajek. Szykujemy garnek do kąpieli wodnej i drugi, mniejszy, który w niej zanurzymy. W nim rozpuszczamy połowę masła, wlewamy jajka i mieszamy drewnianą szpatułką bez przerwy przez 6 minut, zanurzając w gotującej się wodzie. Ubitą, kremową jajecznicę wyjmujemy, mieszamy ze śmietaną i z pozostałym, rozpuszczonym masłem, wykładamy na talerze. Na wierzch sypiemy resztę trufli i świeżo mielony pieprz. Niestety, nie miałam chałki, a ta idealnie pasuje jako dodatek do jajecznicy – w postaci malutkich grzanek, zrumienionych na maśle oczywiście. Podobnie jak szampan.

  • Klara Holubiec

    Szampan rumieniony na maśle… tak to jest jak się wzrokiem omija znaki przestankowe 🙂 Znaczy zapraszam Cię na buteleczkę Frankovki.

© KUKBUK 2017

Strony www, marketing internetowy - advertajzing usługi reklamowe w Ełku