Botwina z pęczakiem i słonecznikiem - KUKBUK

Botwina z pęczakiem i słonecznikiem

Na informację o przetargu na dostawę konserw do Lasów Państwowych w Stargardzie Szczecińskim trafiłam przypadkiem, przy okazji lektury artykułu o apetycie leśniczych na hot dogi.
Agata Wojda

Agata Wojda

Kuchnię zamiata
Czterokrotna zdobywczyni Bib Gourmand Michelin, felietonistka KUKBUK-a, najlepsza szefowa kuchni według żółtego przewodnika Gault & Millau.

Botwina peczak kukbuk

Na informację o przetargu na dostawę konserw do Lasów Państwowych w Stargardzie Szczecińskim trafiłam przypadkiem, przy okazji lektury artykułu o apetycie leśniczych na hot dogi.  

 

Leśnicy zajeżdżają autem wypełnionym konserwami mięsnymi, by zregenerować się potrójnym fast foodem. Przysługuje im służbowy posiłek profilaktyczny, w zależności od pogody z herbatą (praca w temperaturze poniżej dziesięciu stopni) lub napojem chłodzącym (już od dwudziestu pięciu stopni). Termos mają zapewniony. Słoik pulpetów, czyli służbowe tysiąc kalorii, 50-55 procent węglowodanów, 30-35 procent tłuszczów i 15 procent białek, przysługuje leśniczemu, podleśniczemu, stażyście i robotnikowi pomocniczemu po czterech godzinach pracy w lesie. Czuwa nad nimi zespół koordynujący, złożony między innymi z księgowej i behapowca. Pisanie podań z prośbą o uwzględnienie zakazu spożywania dań z zawartością cholesterolu… może pozbawić prawa do pracy w zawodzie.

 

Jak donosi „Głos Lasu”, przetarg ma na celu wyłonienie dostawcy konserw, który sprosta zapotrzebowaniu całego leśnego powiatu – trzy tysiące puszek fasolki po bretońsku z kiełbasą i pięć tysięcy z boczkiem, siedem tysięcy gołąbków w sosie pomidorowym, pięć tysięcy konserw z wieprzowiną. Klopsiki w sosie grzybowym i klopsy w kapuście nie przypadły do gustu, zatem oczekuje się tylko tysiąca sztuk.


Jest jeszcze apetyt na zrazy, pulpety, gulasz i leczo. Wszystko w sosach pomidorowych lub węgierskich. Bezapelacyjnie najwięcej leśnicy planują zjeść zupy gulaszowej, flaków w rosole i grochówki na wędzonce.


Ulubiona domowa pomidorowa z mięsem tym razem nie ma wzięcia. Pozostają jeszcze konserwy w puszce z dwudziestoczteromiesięczną przydatnością do spożycia, zawartością mięsa minimum siedemdziesiąt pięć procent i systemem EO, czyli krótko pisząc – mają być łatwe do otwierania. Lasy Państwowe ze Stargardu zamierzają przed ogłoszeniem zwycięzcy spróbować wszystkich konserw, by wyłonić najsmaczniejsze.

Botwina peczak kukbuk

Na wyposażeniu leśniczego w bagażniku jest jeszcze sól, cebula do podsmażania, koncentrat pomidorowy i maggi. I zapałki, bynajmniej nie do rozpalenia ogniska, bo zabiera czas. Zniknęły zupy w puszkach grzane na ogniu przy zrębie. Podobno nadleśnictwa podejmują czasem walkę o smak i jedno z nich z sukcesem pozbyło się, większej co prawda, puszki mielonki tyrolskiej na rzecz słoika z Pudliszek. Przedział cenowy tych darów do lasu wynosi od trzech do dziesięciu złotych.


Hitem kniei są flaczki z pieńka. Bywa, że puszki zjada pies.


Obowiązek karmienia leśnych ludzi obejmuje teren całego kraju, zatem teoretycznie warto zająć się upychaniem mielonego w słój. Leśniczym przysługują również bony na gastronomię lub na zakupy w wyznaczonych sklepach. Stąd też szansa na zwrot za amerykańskiego hot doga. Byle nie służbowym autem ze środka lasu, bo leśniczy wkracza wtedy w strefę delegacji. Drodzy leśnicy, czas na warsztaty z dzikiego gotowania u Łukasza Łuczaja lub „Polski zielnik kulinarny” Podgórskich za szybą.

 

– Agata

Botwina peczak kukbuk

Botwina z pęczakiem i słonecznikiem

4 porcje k

Pęczak płuczemy (dwukrotnie zmieniamy wodę). Przekładamy do garnka, zalewamy sokiem, wrzucamy obrane i pokrojone w plastry buraki oraz liście laurowe. Wlewamy tyle wody, aby przykryć zawartość garnka. Doprawiamy solą i gotujemy do miękkości. W trakcie uzupełniamy wodę i dodajemy 2 łyżki octu jabłkowego. Obok gotujemy odcięte z botwinki młode buraczki. Nie zapominamy posolić i lekko osłodzić wody. Uwaga, miękną bardzo szybko, a chcemy, żeby zachowały jędrność! Odławiamy i obieramy. Z zasady nie jadam botwinki, zatem tym, co lubią, polecam drobno posiekać łodygi, sparzyć w wodzie po gotowaniu buraczków i wrzucić razem z nimi do miski. Zalać 2 łyżkami octu, dodać miód, odrobinę posolić i zaczekać na pęczak. Pęczak powinien być miękki, mieć szalony kolor, kleić się lekko i smakować. Odcedzamy niepotrzebny płyn, o ile jeszcze jest, wyrzucamy buraki i liście. Dodajemy słonecznik, odcedzone małe buraczki z łodygami, olej i doprawiamy pieprzem. Serwujemy jako dodatek do obiadu (u mnie była jeszcze sałatka z jarmużu w winegrecie i pieczona jagnięcina). Podgrzewamy w małym garnku – podlewamy odrobiną wody i wrzucamy kawałek zimnego masła. Mieszamy delikatnie.

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: