Rock it nick - KUKBUK

Rock it nick

– Masz? – zapytał mnie Arek. – No mam, ale mało, więc mogę ci sprzedać mniej, niż chciałeś. Idę po wagę.
Archiwum blogów

Archiwum blogów


syrop rokitnikowy kukbuk

– Zważ, ile możesz. Dobrze, że jest chociaż tyle.

– Proszę bardzo. Daj stówkę i jesteśmy dogadani.

– Dzięki, myślałem, że będzie drożej!

– Towar jest drogi i bardzo łatwo pozbawić go cennych właściwości.

– No to jak mam tego używać?

– Najważniejsze jest to, żebyś go nie gotował! Temperatura zabija wszystkie witaminy, a rokitnik ma ich dwa razy więcej niż cytryna i pietruszka razem wzięte!

 

Po paru dniach odwiedziłem Arka w jego barze i zanim zdążyłem zapytać go o zdrowie, podbiegł z dwiema butelkami.
– Stary, to jest meeega! Spróbuj!

– No, udało ci się. Z czym to podasz?

– Chcę to serwować z ginem i prawoślazem, pod nazwą Rock It.

– Rock It!? Chyba lepiej byłoby Rock it Nick?

– No wiem, ale powiedzieli mi, że nazwa jest rozwlekła, więc skróciłem.

– Co ty, stary, to nie ma sensu!

– Myślisz?

– No pewnie. Dajesz z Nickiem.

 

Arek miał ponadprzeciętną wrażliwość na unikalność produktu i niespotykaną umiejętność aranżowania go w koktajlach. Na jego barze pojawiały się wielkie marki alkoholowe, ale równolegle miał rozeznanie w tym, co tradycyjne, lokalne i zapomniane. Zaczytywał się w „Dzikiej kuchni” Łuczaja, scrollował stare przepisy w Cyfrowej Bibliotece Narodowej Polona i twierdził, że żeby barman wszedł na wyższy poziom umiejętności, powinien porzucić czytanie przepisów na koktajle i opanować klasyczne podręczniki kucharskie. To zasługa taty Arka (Darka), który wychował syna twardą gastronomiczną ręką. „Moi koledzy może wiedzą, jak się robi Old Fashioned, ale nie mają pojęcia, jak prawidłowo wykonać beszamel”, zwykł mawiać Arek. Oczywiście mógł sobie pozwolić na ten rodzaj zarozumialstwa, bo klasykę barmaństwa miał w małym palcu. W czasie gdy rozmawialiśmy o produktach lokalnych, małych producentach żywności lub dzikich ziołach, mało kto myślał o barze inaczej niż przez pryzmat standardów londyńskich lub amerykańskich. Arka interesowało w barze wszystko, co niezwykłe – zanim stało się modne. I śmiem przypuszczać, że takie się stawało, bo go interesowało.

 

Dzisiaj przechadzam się po najbardziej wyrazistych miejscach koktajlowych w Polsce i widzę w ofercie koncepcje, których zalążek zrodził się w jego umyśle już dawno temu. Aby mu dorównać, najłatwiej byłoby wynaleźć wehikuł czasu, którym można by było cofnąć Arka o parę lat w rozwoju zawodowym, i wtedy próbować się z nim mierzyć. Najcenniejsze było w nim jednak to, że przy całej swojej pewności siebie, niekiedy wręcz lekkiej zarozumiałości, był transparentny, wrażliwy na innych. Stawiał na pierwszym miejscu drugiego człowieka.

Arek stefaniak kukbuk

Arek Stefaniak 1989-2014

 

– Julian

syrop rokitnikowy kukbuk
syrop rokitnikowy kukbuk

Syrop rokitnikowy według pomysłu Arka

2 duże butelki a

Rokitnik miksujemy z sokiem z cytryny i przecedzamy przez gazę. Odstawiamy na dwa dni. Gdy zacznie lekko fermentować, dolewamy wódkę i wstawiamy do lodówki. Wódka zgasi fermentację. Wytłoczyny z rokitnika zalewamy wodą, zasypujemy cukrem i wkładamy do garnka (Arek korzystał z sous vide, ale to niekonieczne). Gotujemy wywar na wolnym ogniu pod przykryciem. Gdy wytłoczyny się wygotują, studzimy nieco syrop i przelewamy go przez drobne sito, by pozbyć się wytłoczyn. Gdy syrop osiągnie temperaturę około 30 stopni, łączymy go z sokiem z lodówki. Przelewamy butelek i przechowujemy w lodówce. Jeżeli nie planujemy zużyć syropu w ciągu tygodnia, możemy nadmiar zamrozić.

Tak przygotowany syrop jest jednym ze smaczniejszych lekarstw. Można go łączyć z wodą i robić z niego lemoniady zdrowotne lub mieszać z alkoholem, najlepiej jasnym.

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: