Piemoncka bagna cauda na jesień - KUKBUK

Piemoncka bagna cauda na jesień

Słów dziś musze użyć przekonywujących i mocnych argumentów, aby choć jedna osoba zdecydowała się przeznaczyć pół godziny na gotowanie tego brzydactwa.
Archiwum blogów

Archiwum blogów


bagna cauda kukbuk

Słów dziś musze użyć przekonywujących i mocnych argumentów, aby choć jedna osoba zdecydowała się przeznaczyć pół godziny na gotowanie tego brzydactwa.

 

Fotografia mnie zawiodła. Kolorowy bukiet warzyw smętnie zerkał na basen brunatnej kąpieli obok. Wypożyczony od czekoladowego fondue garnuszek nie umiał się ogrzać, domowy piekarnik odmawiał współpracy, więc mnie powoli trafiał szlag. Piemoncka bagna cauda to nie jest danie, które nadaje się do fotografii. Należy ją przygotować, zamknąć oczy i ze smakiem zjeść. Ale najpierw trzeba zrozumieć, że gotowanie czosnku z anchois w maśle i ogromnej ilości oliwy ma wielki sens jesienną porą.

Przez cały rok praktycznie w Piemoncie nie dzieje się nic, ale z momentem uderzenia pierwszego liścia o ziemię, świat kieruje wzrok ku tej części Włoch.

 

Pojawiają się pierwsze dane o białej trufli i ogary idą w las. Najczęściej wieczorową porą, gdy natura ustawia ich czujność w najwyższym punkcie i skupieniu. Trifulau z drewnianą laską w dłoni i psem u boku bada otoczenie dębów w poszukiwaniu podziemnego skarbu. Biała trufla z Alby to słowo wytrych. To lepszy towar niż kwiat paproci w noc świętojańską.

Jadę z elitarną grupą do niezapamiętanego mi bliżej miasteczka w Piemoncie. Szanowne grono naukowców, miłośników, smakoszy jedzie zgłębiać włoski slowfood. Do dyspozycji mamy zupełnie wyludnione schronisko z wielką salą o piętrowych łóżkach (zacny to widok mieć profesora pod sobą). Jedną restaurację, kościół i szkołę. Jest też tu niewielki zameczek, a w nim zjawisko. Wystawa o cebuli. Bo wymyślił to ktoś tak: skoro nasza okolica słynie z cebuli, to zaprośmy artystów ze świata. Niechaj ten fakt uwiecznią! Tak też się stało, a powstałe prace udostępniono zwiedzającym. Rzeźby, grafiki, instalacje i obrazy wyłącznie o cebuli. Gdyby nam wtedy podali cebulę, ale nie. Rozkochane w turystach miasteczko na naszą cześć wydało kolację. W wielkiej sali z długimi stołami zasiedliśmy przy kraciastych obrusach na wprost gospodarzy. Sezon na trufle trwa, ale my dostajemy zabójczy dla wątroby wywar z anchois – bagna caude. W charakterystycznych ceramicznych podgrzewaczach, w których gorący dip podgrzewa od spodu malutka świeczka. Obok staje talerz z dodatkami z okolicznych pól. Jest ugotowany w łupinie ziemniak, pieczona dynia, marchewka, kalafior, karczoch i fenkuł. Maczasz, jesz, mlaszczesz i nie możesz przestać. Pijesz szklaneczkę barbery piemonte i przegryzasz bagietką. Zapominasz też, że pada.

A potem masz wrażenie, że znasz włoski, śpiewasz Włochom „Sokoły” i pewien jesteś, że musisz to powtórzyć. No gdyby nam wtedy…

bagna cauda kukbuk
bagna cauda kukbuk

Piemoncka bagna cauda na jesień

1 porcja c

Czosnek kroimy w cieniutkie płatki. Rozgrzewamy masło i wrzucamy do niego czosnek. Musimy mieć malutki garnuszek z grubym dnem i koniecznie zadbać o najmniejszy płomień. Czosnek delikatnie pyka w maśle, a my dodajemy posiekane anchois i powoli dolewamy część oliwy. Trzeba połączyć dwie różne temperatury, zatem pamiętajcie, by lać oliwę małym strumieniem – do jej wyczerpania. Cały czas mieszamy. Sos musi popracować solidne pół godziny. Wyciąga smak czosnku i „przepięknie” rozgotowuje anchois. Bezwzględnie jemy to na ciepło. Przelewamy do rozgrzanego już lekko podgrzewacza. I maczamy w nim najróżniejsze dodatki:

  • krótko blanszowane drzewka kalafiora i listki czerwonej kapusty
  • podpieczoną dynię, paprykę, bakłażana, fenkuła, podłużne pomidory
  • listki cykorii, radicchio, rzymskiej sałaty
  • ugotowane jajo i ziemniaki w łupinach
  • jabłko, bagietkę, pieczonego dorsza
© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: