Mus chałwowy - KUKBUK

Mus chałwowy

Deser? Nie, dziękuję. Nie zamawiam, nie jadam.
Archiwum blogów

Archiwum blogów


mus chalwowy kukbuk

A przecież od słodkiego zaczynają się nasze dziecięce wspomnienia. Od wybranych smaków lodowych kulek, przez czekoladę obiecaną po zjedzonym obiedzie, po drobniaki wydane na opakowanie groszków lub orzeszków arachidowych. Dzieci z zadziwiającą świadomością określają co lubią, a co nie. I choćbyś z cytrynowego marcepanu, toffi i  migdałów wieżę zbudował – przegrasz z kulką lodów smerfowych. Jestem w modnej, eleganckiej restauracji. Sąsiednie, dorosłe stoliki lekko zezując na zestaw malutkich deserów podpytują kelnera, co to jest i chcą zamówić, choć karty deserów nie prosili. Ja proszę, palcem zjeżdżam w dół, odrzucam klasykę (łamię się przy brulee i cytrynowych tartach) i wyłapuję smaczki. Będzie potem co polecać tym, którzy zapytują: „a gdzie w Warszawie najciekawsze desery?”. Odkrywam takie miejsce całkowicie najedzona. Już prawie, prawie odmownie macham ręką na deserowe propozycje kelnera, lecz zerkam z kulinarnej ciekawości. Brzmi znajomo, wyobraźnia nie ma nic do roboty, a przejedzone zmysły tkwią w uśpieniu. Zaczynam zamykać kartę, a kelner mówi jedno słowo: „koniecznie!”. Ale co? Podobno sernik waniliowy z malinami. Banalniej nie można. Ryzykuję, bo pewnie zbyt prędko tu nie wrócę. A jednak. Wrócę! Na desery. Zaczyna się mały spektakl smaków.

Miękka waniliowa pianka pływa na perfekcyjnym musie malinowym ze strzelającymi w ustach drobinkami owoców, z dzbanuszka wypływa strumień gęstej białej czekolady.

Wzór deseru. Domawiam czekoladowo-pralinowe gateau, a kelner puszcza oko. On wie, że za chwilę zwariuje na punkcie idealnie połyskującego, czekoladowego ganache na chrupiącym nugacie. Odpływam w świat fantazji rozbudzonych zmysłów. Chcę wiedzieć, kto mi sprezentował taką wycieczkę. Okazuje się, że młoda kobieta z nieprawdopodobną dla mnie perfekcją, wyczuciem i talentem. Królowa wieczoru i kolacji. Anonimowa perełka lekko schowana za nazwiskiem ambitnego szefa kuchni. Jeszcze będzie o niej głośno. Mimo, że to tylko deser, pomijana przyjemność w jedzeniu. Nie mi oznajmiać jej nazwisko światu…

Froblog, warszawska blogerka kulinarna, tropi desery i w swoich recenzjach poświęca im najwięcej uwagi, dokuczając tym, którzy tkwią w  słodkiej nudzie. Where’s The Food czujnie dopytuje mnie o kolejne słodkie pomysły i lubi znać nazwiska restauracyjnych patissierów. Coraz częściej warto je znać i doceniać ten dział sztuki kulinarnej. Cukiernicy bowiem stają się równi ważni jak zimno ciepły szef kuchni u ich boku.

PS Desery nie są moją specjalnością i ukochanym tematem. Ale do historii wgramolił się chałwowy mus. Z brzmienia zniechęcająco słodki, w wykonaniu prosty, aczkolwiek wymaga uwagi, a w smaku… znam takich, co potrafią zjeść trzy porcje. I wiedzą, że nazywam go „Pan Chałwa”.

mus chalwowy kukbuk
mus chalwowy kukbuk

Mus chałwowy „Pan Chałwa”

1 mała miska j

500 ml śmietanki bardzo mocno schładzamy. 100 ml nalewamy do miski, dodajemy posiekaną białą czekoladę. Ustawiamy na garnku z gotującą się wodą, aby miska nie dotykała wody i mieszamy. Kiedy czekolada rozpuści się, dodajemy pokruszoną chałwę i bardzo dokładnie rozpuszczamy. Chałwa idealnie wtopi się w czekoladę i otrzymamy gładką masę. Wymaga to cierpliwości i mieszania. Odstawiamy do całkowitego ostygnięcia. Ubijamy śmietanę z ogromnym wyczuciem na lekką piankę. Dodajemy ją do przygotowanej wcześniej czekolady z chałwą i śmietaną – najpierw połowę, mieszając najdelikatniej jak umiemy, a potem drugą. Przekładamy do miski lub cukierniczej tuby. Mus będzie zastygał kilka godzin w lodówce. Ostrożnie przestrzegam i przypominam, jak trudnym zawodem jest cukiernik. Powiem tylko, że ten banalny deser można zwarzyć, przegrzać, przebić, zmaślić i zasłodzić, wciąż nie zmieniając proporcji. Powodzenia!

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: