Espressotini po teleexpressie - KUKBUK

Espressotini po teleexpressie

Budzę się o poranku, w godzinach emisji Teleexpressu. Moje pierwsze śniadanie ma charakter kolacji, a przywitanie kolejnego dnia przywodzi na myśl wampira radującego się na widok wznoszącego ku górze księżyca. Jestem przed pierwszą kawą. Z tytułu wolnego wieczoru zamierzam celebrować ten rytuał przy barze jednego ze stołecznych przybytków.
Archiwum blogów

Archiwum blogów


espressotini kukbuk

Z wyraźnie podkrążonymi oczami staram się niezauważalnie przemierzyć ulice, aby jak najprędzej móc spocząć na wygodnym krześle i zaczerpnąć dosadnego łyka kofeiny.

Otwierając drzwi, wyobraźnią uciekam do wczesnych lat osiemdziesiątych. Londyn i Fred’s Bar. Czuję jakby stała przede mną legenda tamtejszej sztuki koktajlu. Dick Bradsell i imponująca paleta jego kompozycji. Czuję jakby to właśnie dla mnie miał po raz pierwszy potężnie wstrząsnąć Espressotini.

Moją wyobraźnie tonują jednak fakty. Nie jestem top modelką, a już na pewno nie kobietą. Zasada rządząca jednak kawowym, współczesnym klasykiem pozostaję ta sama. „Pobudź mnie i sponiewieraj jednocześnie”. Jak sobie życzysz…

Mimo że to nie Dick Bradsell stoi przede mną, to jednak barman zna go bardzo dobrze. Dzień w dzień operuje twórczością Brytyjczyka, bawiąc się formułami wybitnych koktajli. Czas na kawę w alternatywnym wydaniu.

espressotini kukbuk

Espressotini

1 porcja a

Wszystko potężnie wstrząsamy z dużą ilością lodu i przecedzamy do pięknie zmrożonego szkła typu Martini. Dekorujemy ziarnami kawy oraz tartą suszoną wanilią.

Kosztuję. Ponownie moczę usta w Espressotini. Powtarzam czynność do ostatniej kropli znajdującej się w szkle. Ta kawa budzi mnie…

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: