Córka niewinnych czarodziei - KUKBUK

Córka niewinnych czarodziei

Skąd mi się ta miłość do kolorowych skorupek wzięła? Na pewno nie z domu.
Archiwum blogów

Archiwum blogów


niewinni czarodzieje kukbuk

Moi rodzice mieli świetny gust, ale objawiał się on głównie w tym, co na siebie wkładali. Gdy przeglądam ich stare zdjęcia, z lat 60. i 70., widzę „Niewinnych czarodziei” Wajdy.

 

Ojciec bikiniarz: garniturek, wzorzyste skarpety, żel na włosach, ciemne okulary, nawet przy kawiarnianym stoliku. Mama – długo by wymieniać: finezyjne koki, afro, co sezon inna fryzura. Do tego odsłonięte zgrabne nogi w jugosłowiańskich szpileczkach (zawsze na obcasie) i sukienki szyte przez babcię według najmodniejszych wzorów. Oboje na większości zdjęć z papierosem w ręku i w towarzyskich, biesiadnych sytuacjach. A w tle – minimal.

niewinni czarodzieje kukbuk

I tak też zapamiętałam nasze mieszkanie. Podstawowe sprzęty, telewizor Rubin i gigantyczna palma. Opowiadali mi, że przez pierwsze dwa lata był tam tylko materac, tak cieszyli się z tego spółdzielczego lokum na Grochowie. Nie potrzebowali więcej. Takie to było pokolenie. Chcieli żyć ciekawie, intensywnie, nowocześnie, gardzili konsumpcjonizmem. Szkło? Porcelana? Kilimy? To nie było nowoczesne, to było mieszczańskie. Tak zwane durnostojki i kurzołapy. Tego w moim domu nie było.

 

Dziadkowie mieszkali w Wałbrzychu, czyli teoretycznie blisko jednej z najlepszych fabryk porcelany. Ale też nie pamiętam, by w ich regałach stały jakieś serwisy. A jeśli już, to na pewno nie w stylu new look. Moje kolekcjonowanie szkła, porcelany, wydawnictw z tamtego czasu nie wzięło się więc z sentymentu, tęsknoty za babcinym albo rodzinnym domem. Mama była ekonomistką, tata dziennikarzem sportowym, więc również zawodowo nie byli związani ze sztuką czy z wzornictwem.

 

A i najbliższe otoczenie nie sprzyjało rozwijaniu poczucia estetyki.

 

Dziś znów mieszkam na Grochowie i dostrzegam jeszcze wyraźniej chaos i brzydotę okolic ronda Wiatraczna, którego – jak pisał Miron Białoszewski – „budynki się nie trzymają”.

Gdy pokazuję znajomym krainę mojego dzieciństwa, tylko trzy punkty zgadzają się z moją estetyką: knajpa Stacja Grochów, odtworzony (zresztą nie w pełni i w innym miejscu) mural Poldrobu ze słynnym trójwymiarowym jajem i Osiedle Młodych. Za mojego dzieciństwa zdegradowane, więc jego architektury, podobnie jak Przyczółka Grochowskiego Hansenów, wtedy nie docenialiśmy.

niewinni czarodzieje kukbuk

Niedawno dowiedziałam się, że wnętrza projektowała tam i wyposażała w meble słynna Teresa Kruszewska, zresztą mieszkała w tym miejscu do śmierci w 2014 roku. Nie zdążyłam jej odwiedzić, mimo obietnic. Ale odnowione osiedle przy Szklanych Domów, w sąsiedztwie szpitala na Szaserów, przespacerowałam. I zrobiło na mnie duże wrażenie. No, ale to dziś. Wtedy, w latach 70., była to estetyczna pustynia.

 

Odpowiedź znajduję, buszując w antykwariatach i na aukcjach. Po prostu mimochodem obcowaliśmy wówczas z dobrym wzornictwem. Z pięknie wydanymi książkami dla dzieci, abstrakcyjnymi neonami, nowoczesnymi szyldami, opakowaniami. Nawet przysłowiowa instrukcja obsługi cepa była ciekawie zaprojektowana. Tarcze szkolne, proporczyki, magazyny, które rodzice przynosili do domu. To nas estetycznie ukształtowało.

niewinni czarodzieje kukbuk
niewinni czarodzieje kukbuk
niewinni czarodzieje kukbuk

Pierwsze kolekcje to oczywiście opakowania po dezodorantach Bac i mydłach Palmolive. To lata 80. A potem już powrót na dobre do naszej części Europy i rubryka „Rzecz kultowa”, prowadzona przez Maurycego Gomulickiego w „Machinie”. Z bajecznie kolorowymi zabawkami, porcelaną, lampami i dobranym do tego starannie tłem i liternictwem. To był mój świat, daleki od minimalizmu i szarzyzny, jaką zapamiętałam z PRL-u. Rodzice mieli kolorowe życie, nie potrzebowali dodatkowych rekwizytów. W latach 80. to życie już takie kolorowe nie było.

niewinni czarodzieje kukbuk OLYMPUS DIGITAL CAMERA
niewinni czarodzieje kukbuk OLYMPUS DIGITAL CAMERA
niewinni czarodzieje kukbuk OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Do dziś mam wszystkie „wydzierki” z rozkładówkami z „Machiny”. I myślę o Maurycym za każdym razem, gdy widzę na Olimpii wysokie do pachwiny czarne, skajowe kozaczki na grubym koturnie.

 

– Agnieszka

© KUKBUK 2017