Beignets soufflés - francuski tłusty wtorek - KUKBUK

Beignets soufflés – francuski tłusty wtorek

Można powiedzieć, że Gilles’a zesłały nam niebiosa! Mijały dwa długie tygodnie, odkąd przyjechaliśmy do Francji, wypadało więc opuścić wreszcie hotelowy pokój i poszukać jakiegoś kąta do wynajęcia. Wszystko było wtedy takie nowe, świeże i nieprzewidywalne.
Archiwum blogów

Archiwum blogów


male paczki kukbuk

„Kolega przyjaciela znajomego” powiedział, że jest taki miły, starszy pan, który chętnie udostępni nam małe, niezależne mieszkanko na poddaszu. Poszliśmy, zobaczyliśmy, wynajęliśmy!

Gilles to temat rzeka. Syn Polaka i Hiszpanki, przez całe życie zmagał się ze swoim trudnym do wymówienia nazwiskiem zakończonym na „szczyk”. Obdarzony licznymi dziwactwami, cholerycznym usposobieniem i upodobaniem do zdrapek, już bardziej stary kawaler niż rozwodnik. Niegdyś był kierowcą rajdowym i całkiem majętnym człowiekiem, później została mu tylko kamienica blisko centrum miasta, stary kocur i państwowa posada – oby tylko dociągnąć do emerytury. Kto by pomyślał, że Gilles miał jedno wielkie marzenie: sprzedać cały ten majdan i polecieć na Madagaskar, aby tam w spokoju dotrwać do końca swojego żywota. Teraz pewnie wygrzewa stare gnaty nad brzegiem oceanu albo pokrzykuje do towarzyszy gry w pétanque.

 

Gilles uwielbiał snuć długie opowieści i wcale nie zrażało go to, że na początku niewiele z tego rozumieliśmy. Zawdzięczam mu znajomość wszystkich francuskich przekleństw i wielu potocznych słów, jak bagnole (auto, fura, gablota), boulot (robota, praca) czy mec (chłop, facet). Fenomen Gilles’a polegał na tym, że chociaż nie mówiliśmy tym samym językiem, nieraz umieraliśmy ze śmiechu!

Nikt tak jak on nie potrafił naśladować żandarma z Saint-Tropez albo o poranku śpiewać piosenek Mireille Mathieu, za którą wcale nie przepadał. To również on, wielki koneser francuskich trunków, nauczył mnie jednej mądrości: dobre wino to takie, które ci smakuje.

Mieliśmy zresztą wiele okazji do testowania różnych gatunków, bo Gilles wpadał od czasu do czasu do nas na bigos, schabowe albo gołąbki, a my do niego na merguez albo grillowane chipolatas.

Pewnego dnia, a konkretnie w Środę Popielcową, przyszedł do nas z papierową torbą pełną małych, jeszcze cieplutkich pączusiów i rzekł: macie, to dla was, wczoraj był tłusty wtorek (mardi gras). A nie tłusty czwartek, zapytałam? Pączek za pączkiem i udało nam się osiągnąć kompromis. Taki właśnie był Gilles.

 

PS We Francji, podobnie jak w wielu innych krajach, jest tłusty wtorek. Tego dnia Francuzi jedzą pączki (beignets), naleśniki (crêpes) i faworki (merveilles). Na koniec karnawału w wielu miastach organizowane są defilady – barwne pochody przebierańców.

 

Beignets soufflés wyglądają jak pączki, a smakują jak ptysie. Są lekkie, wilgotne i mięciutkie niczym puchowa poduszka. Podawane z konfiturą, sosem czekoladowym lub kwaśną śmietaną – crème fraîche. Przepis pochodzi z książki „La bonne cuisine française” Marie-Claude Bisson.

male paczki kukbuk
male paczki kukbuk

Beignets soufflés

ok. 10-12 sztuk j n

Do rondelka wlewamy szklankę wody (250 ml), dodajemy masło i szczyptę soli. Podgrzewamy na małym ogniu do momentu, aż masło się rozpuści. Zdejmujemy z ognia i wrzucamy mąkę. Energicznie mieszamy drewnianą pałką lub łyżką. Ponownie podgrzewamy, mieszając masę, aż zacznie odchodzić od brzegów rondla.

Zdejmujemy z ognia i wbijamy jaja, po jednym na raz. Dokładnie mieszamy, aby masa była gładka i jednolita. Za pomocą dwóch łyżek nakładamy nieduże porcje pączków i smażymy na gorącym oleju około 5 minut. Przewracamy, aby pączki nabrały równomiernego, ciemnozłotego koloru z każdej strony. Wyjmujemy na papierowy ręcznik, aby odsączyć nadmiar tłuszczu, następnie posypujemy cukrem pudrem lub obtaczamy w drobnym cukrze.

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: